logotype

Nadchodzące imprezy

Dla organizatorów

Organizujesz konwent, pokazy gier albo turniej i chcesz zareklamować swoją imprezę? Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript., a zarówno w tym polu, jak i na stronie głównej naszego portalu pojawi się stosowne ogłoszenie.

Twój własny awatar - recenzja modelu Marauder Warlord

Trudno znaleźć pośród naszych rodzimych graczy kogoś, kto nie bawił się w gry panów z Nottingham. Może dopiero w dobie dzisiejszego internetu, dającego nam od razu do ręki całą pulę gier, takie osoby zaczynają się pojawiać. Jednak, chcąc, czy nie chcąc, nie można przejść do końca obojętnie obok GW. Chociażby dlatego że wiele firm stara się zarobić odcinając kupony od popularności ich gier.

Zarówno stylistyka Starego Świata, jak i 41 Millenium, są diabelnie chodliwym materiałem. Weźmy jeszcze pod uwagę to, że Genialny Wydawca co rusz daje ciała, wypuszczając na rynek mniejsze lub większe koszmarki. Powszechnym zjawiskiem są również braki w linii wydanych modeli względem zawartości podręczników. Właśnie na tym gruncie żerują, chociaż może to zbyt dużo powiedziane, wspomniane już większe i mniejsze firmy. A wśród ich czołówki znajduje się Avatars of War.

Avatars of War to dziecko Felixa Paniaguana, byłego rzeźbiarza brytyjskiego molocha. Swego czasu przestał on dla nich pracować, przeżył w swej karierze również krótki epizod związany z zachodnim Privateer Press. W końcu w 2007 pojawiła się firma Avatars of War oraz system Arena Deathmatch, jednak nie ma po co komu mydlić oczu tą grą. To, co najważniejsze, to dedykowane jej modele - choć w zasadzie byłyby „dedykowane”, gdyby ktoś w nią grał. Oczywistym jest, że wyrobiwszy sobie konkretny styl prac, Felix był w stanie zapewnić graczom gier GW solidne modele, miażdżące wykonaniem swoje duchowe pierwowzory. W konsekwencji gracze dostali serię kapitalnych figurek bohaterów w pełni kompatybilnych z klimatami Starego Świata.

Wyłożenie kilkudziesięciu złotych na jeden model, zwłaszcza gdy jest to figurka piesza, zazwyczaj wymaga momentu refleksji. Warto, nie warto, czy będzie dobrze się prezentować, czy też nie itd. Sam dość długo przymierzałem się do zakupu modelu z tej serii, w końcu jednak, po odświeżeniu sobie pierwszych tomów serii pana R. E. Howarda, zdecydowałem, że chcę mieć na półce jakiegoś solidnego zabijakę. Przejrzałem ofertę modeli i zawahałem się na moment. Nie trwało to jednak długo i w końcu w moje ręce trafiła paczka z iście gargantuicznym blisterem w środku.

W blisterze znajdowało się siedem części oraz podstawka o wymiarach 25x25mm. Model odlany w całości z białego metalu waży swoje - po wzięciu modelu w dłoń pojawił mi się autentyczny uśmiech. Zawsze byłem wielbicielem ciężkich metalowych modeli, tym bardziej, jeśli ich wykonanie stało na odpowiednim poziomie. Jak to wygląda w wypadku figurki Marauder Warlord? Wyśmienicie, pomimo potencjalnej monotonii, która mogłaby wynikać z kupy mięśni, żelastwa i stali, figurka wydaje się być w sam raz. Nie jest przesadnie upstroczona detalami i popierdułkami, a jednocześnie zachowuje swój charakter. Linie podziału przy korpusie z nogami były znikome, analogicznie ma się rzecz do tarczy oraz broni. Jedynymi elementami wymagającymi chwili zabawy były hełm oraz kły zdobiące pas. Model posiada duże przestrzenie łączeń, co ułatwiło wykonanie nawierceń. Trzeba jednak zauważyć, że dopasowanie ręki z tarczą w każdym możliwym wypadku będzie wymagać załatania szpary pomiędzy rękawicą a ręką.

Figurka nie tylko waży swoje ale ma również solidną wielkość. Pora więc na porównanie:

Od lewej, Vlad od GW, leśny elf od Umbra Turris, Maruder Warlord z AoW, Darragh od PP i Dereck z Anima Tactics. Jednak najlepiej masywność samej figurki chyba ukazuje porównanie z Rat Ogrem GW:

Czy warto więc zainteresować się figurkami Avatars of War? Zdecydowanie tak. Zapewne w przyszłości nabędę jeszcze jakieś modele tego producenta i już nie mogę doczekać się, aż położę na nich swoje ręce. Cena może w pierwszej chwili wydawać się zaporowa - tak zapewne myśli lwia część z Was. Jednak lwia część z Was pamięta zapewne, ile kosztowały modele bohaterów GW, zanim korporacja zdecydowała się wprowadzić serię Finecast. W tym momencie cena traci na znaczeniu, a walory estetyczne powinny kazać dokonać jedynego słusznego wyboru. Wziąwszy to pod uwagę głupstwem wydaje się nie dołożyć tych kilku złotych, by mieć figurkę z prawdziwego zdarzenia.

Oficjalna strona Avatars of War

Dodaj komentarz

Prosimy o zachowanie kultury. Wulgarne komentarze będą usuwane.


Kod antyspamowy
Odśwież

2009 - 2018, The Node.pl Stopka redakcyjna, Disclaimer
Template designed by Globberstthemes