logotype

Nadchodzące imprezy

Dla organizatorów

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Borsucze bajdurzenia V

Zgadniecie kto właśnie wrócił z przedwczesnych wakacji? Nie, to tylko ja. Za to macie kolejne bajdurzenia, okupione ciężkimi i niejednokrotnie bolesnymi (zazwyczaj dla mnie) badaniami. Otóż tak mnie ostatnio naszło: czemu kobiety patrzą krzywym okiem na nasze hobby?

Kiedyś słyszałem taką bajkę, że kobiety jakoby szybciej dorastają. Wychowuje się je w błogim poczuciu własnej wyższości, podczas gdy w rzeczywistości (rzecz nie do pomyślenia dla wojujących feministek) obie płcie są równe. Jednak "czym skorupka za młodu nasiąknie" i w rezultacie witają nas pełne politowania spojrzenia, gdy wyciągamy nasze zabawki. Nic dziwnego, że niejeden z nas może się poczuć jak skończony idiota. Albo chociaż, że coś z nim jest nie w porządku. Oczywiście życie mi miłe i nie nazwę stereotypowych zachowań kobiet "idiotyzmem". Określenie w ten sposób maratonów sklepowych, czy też krociowych wydatków na kosmetyki i biżuterię mogłoby wywołać falę zupełnie niepotrzebnych sporów oraz moje tajemnicze zniknięcie. O nie, chociaż nie jestem osobą wybitnie wartościową dla społeczeństwa, to chciałbym jeszcze chwilę pozaznawać ziemskich rozkoszy. Słowem stereotypy mają prawo działać w jedną stronę i to mężczyźni są niedorzeczni.

Jednak nie mam na celu uzewnętrzniania swojego mizoginizmu czy też deprecjacji płci przeciwnej, więc może przejdę do spraw bardziej zasadniczych i spróbuję opuścić grząski grunt.

Zastanówmy się chwilę, kto najczęściej reprezentuje kobiety na wszelakiej maści konwentach, turniejach i takich tam. Rzecz jasna poza nieszczęsnymi hostessami, którym płaci się za występowanie w półnegliżu przed śliniącymi się oblechami. Uczestniczki to gatunek dość rzadki, nie tak jak dziewice i jednorożce, lecz nadal niezbyt łatwy do upolowania. Zupełnie jak nadzienie w podrzędnej jakości pączku. W zasadzie grająca kobieta to nadal pewne kuriozum. Zazwyczaj są to towarzyszki graczy/zapaleńców (niepotrzebne skreślić).

Co je skłania do przebywania w jednym pomieszczeniu z ludźmi, z którymi ja czasem nie chciałbym mieć zbyt wiele do czynienia? Jednym słowem: mężczyzna. W większej: człowiek w afekcie jest zdolny do popełniania rozmaitych głupstw, więc skoro można w takim stanie dopuścić się morderstwa, to wystawienie się na parogodzinny maraton nudy powinien zdawać się błahostką. Czy warto się poświęcać w związku dla drugiej osoby pozostaje osobną kwestią, niezwiązaną z tematem rozważań.

Poradniki psychologiczne zamieszczane w prasie kobiecej, której lektura poza obowiązkowymi artykułami modowymi doprowadziła mnie na skraj obłędu (ci, którzy mnie lepiej znają, mogą się sprzeczać z tym stwierdzeniem i uważać, że tę granicę przekroczyłem już dawno), mówią jasno: jednym z elementów cementujących związek są wspólne zainteresowania. Początkowo myślałem, że to bzdura, że dla podtrzymania związku wystarczy seks. Potem do mnie dotarło, że to też rodzaj zainteresowania, obrzydliwie fizycznego, ale zainteresowania. Więc jeśli dwoje (albo więcej) ludzi może łączyć tak prymitywne hobby, to czemu nie modelarstwo, bądź zabawy pokrewne?

Nikt rzecz jasna nie mówi, że ma to być zainteresowanie absolutne. Wystarczy udawanie, że coś nas wciąga, tylko by sprawić przyjemność tej drugiej stronie (kolejny wątpliwy moralnie wątek - kłamstwo). Żeby nie rzucać słów na wiatr: sam czegoś takiego doświadczyłem. Moja ex (brzmi niezwykle dorośle, prawda?) zainteresowała się czterdziestką, bo widziała, że sprawia mi to przyjemność i zjada też pewną ilość czasu. Brzmi jak marzenia każdego gracza - co jakiś czas stoczyć potyczkę z własną dziewczyną. Nawet jeśli nie traficie na koszmarnie kompetytywną zdzirę to i tak sytuacja jest przereklamowana. Podkładać się, to znaczy opuszczać własny poziom i zaniżać ogólną wartość, nawet w oczach połowicy. Wygrywać - kłótnie, wyrzuty, brak seksu, który z jakiegoś powodu traktowany jest jako karta przetargowa. Poza tym rywalizacja jest jak najbardziej zdrowa, ale w związku może się okazać początkiem końca. Chyba.

Dla dobra wywodu muszę dodać, że jestem przeciwnikiem sklejania się ludzi w nierozerwalne symbioty, które są w stanie przetrwać bez siebie tylko tyle, ile czasu wymaga załatwienie potrzeb fizjologicznych. A i tak jestem pewien, że istnieją pary, które i do kibla razem chadzają. Potworność. Jestem zdania, że każdy potrzebuje odrobiny własnej przestrzeni, ale do tego jeszcze wrócę, tylko chciałem ten fakt zasygnalizować.

Wróćmy jednak do naszych jakże słodkich towarzyszek siedzących z nami na turnieju, zupełnie nie rozumiejąc co się dzieje. Ot po prostu chciały z nami spędzić wspólne sobotnie popołudnie. I teraz odbija się im to czkawką. Siedzą, ziewają, rozglądają beznamiętnie wokoło, słowem nudzą się niemiłosiernie. Na dodatek często przeszkadzają swoim partnerom, rozpraszają głupawymi, z punktu widzenia starego wygi, pytaniami, zaczepiają, starają się zwrócić na siebie uwagę. Oczywiście kobieta może też stać się bronią, a dokładniej jej roznegliżowane ciało. Duży dekolt, czy odpowiednio kuse wdzianko może zdekoncentrować przeciwnika i ułatwić zwycięstwo (a także podbudować samoocenę kobiety). Gorzej, jeśli dziewczyna się tak nie ubierze, bądź jest aż tak niewyględna, że nawet najbardziej lubieżne zabiegi nic nie dadzą. Wtedy to już mamy do czynienia z porażką na całej linii.

Pewną, a nawet dość znaczną, rolę w kwestii niechęci do społeczności graczy jest obiegowy wizerunek. Nie okłamujmy się, powszechne postrzeganie wygląda następująco: znacząco otyły (przesadnie wychodzony), najlepiej z problemami dermatologicznymi i sporym ładunkiem dziwactw. Wspaniałości tej kreatury dopełnia ogólnie pojęta (kinder)mhroczność lub strój z flaneli i spodni na gumkę, podciągniętych stosownie pod pachy. Na naszym rodzimym podwórku występuje też dresowata odmiana gracza, która napawa mnie dość dużym zdumieniem.

Otóż obecnie w tych kręgach panuje moda by mieć na wszystko "wyjebane" oraz by "JP na 100%". Rzecz jasna przy tym wszystkim należy jeszcze regularnie katować frajerów. Problem pojawia się, gdy spojrzymy na nasze jak najbardziej "frajerskie" hobby. Czy zadawanie się, a czasem nawet wchodzenie w jakieś cieplejsze relacje z frajerami nie powinno być uznawane za plamę na honorze i rzecz odbierającą całkowicie szacunek ludzi ulicy? Być może wstydliwa pasja jest ukrywana przed ziomami z dzielni, być może taki osobnik musiał sklepać swojego kolegę. Robi nam się z tego niemal grecka tragedia.

Do zarzutów dotyczących aparycji typu idealnego gracza powinien dojść jeszcze ten dotyczący higieny osobistej. A dokładniej jej regularnego zaniedbywania i wiecznego, zdawałoby się, odkładania na później kwestii zajęcia się nią. Tak, tak. Ja rozumiem, że człowiek może się spocić jak mysz przy połogu, nawet w trakcie tak pozornie niewymagającego zajęcia jak gra. Jasne. Ale nasze wspaniałomyślne korporacje pokroju P&G czy Henkel wprowadziły na rynek specyfiki takie jak mydło czy dezodorant, by z nich czasem (w miarę możliwości codziennie) korzystać. Niekoniecznie musi to oznaczać szybki prysznic w trakcie przerwy. Niektórym jednak w trakcie przerw przydałoby się podmycie pach i psiuknięcie zapachem innym niż leśna bryza do odświeżania kibla. Wszystkim przebywającym w pomieszczeniu wyjdzie to na dobre. (Tak, podmycie jest konieczne, nawet gdy używa się aerozoli Diora, Armaniego, Chanel - inaczej wyjdzie gówno w bzie.) To wręcz fascynujące, że turniejowym uczestnikom udaje się dokumentnie zasmrodzić pomieszczenia, w których przebywają, nawet gdy są to wielkie hale sportowe, a ich wcale nie ma tak dużo, by się jeden na drugim tłoczyli. Być może śmierdzenie jest rodzajem taktyki mającej odebrać rywalowi chęć walki. Działa nie tylko na większość rywali - kobiety też skutecznie odstrasza.

Poza zdziwaczeniem, brakiem higieny, wyglądem rodem z najgorszych koszmarów Barbie (lalki) i dość wątpliwym kontaktem ze światem rzeczywistym natrafiłem na jeszcze dwa zarzuty. Pierwszy wydaje mi się, że już subtelnie zasugerowałem, a jest to zjawisko niezwykle popularne, daleko wykraczające poza nasze hobby i przewijające się przez rozmaite bliższe relacje międzyludzkie jak choroby weneryczne (lub jeśli wolicie coś mniej dosadnego, to wątek kazirodczy w telenowelach zza oceanu). Mowa tu o zwykłej prozaicznej zazdrości, tym razem o czas. Co by nie mówić, gry bitewne, modelarstwo, gry fabularne - to pochłania horrendalne ilości czasu, który można by przecież spokojnie poświęcić drugiej połówce. Tymczasem ona ma wszelakie (choć często bezpodstawne) prawo czuć się ignorowana. A nikt nie lubi, gdy się go ignoruje.

Drugi zarzut muszę przyznać, że mnie dość zaskoczył - brak estetyki modeli? Producenci, którzy utknęli w latach 80., rzeźby GW, czy niektóre firmy stawiające na jeden wyrazisty wzór mogą być kontrowersyjni. Nie o nich jednak mowa. Kobiety niezbyt przepadają za babraniem się w gównie, zabawami w błocie i dłubaniem w nosie. Z jakiegoś powodu nie wykształciły się u większości z nich upodobania do tak szlachetnych rozrywek. Siłą rzeczy nie będą lgnąć do figurek "obleśnych", raczej cenione będą ładne i urocze jak C. Ronaldo. Zombiaki, zgniłki, orkowie, czy inni brzydale odpadają w przedbiegach. Barbarzyńcy jeszcze ujdą w tłoku, ale tylko dzięki roznegliżowanym męskim klatom i rozbudowanym mięśniom brzucha. Pamiętajmy jednak o kobiecej schizofrenii. Męski negliż jest wporzo i seksi, ale gdy na stole pojawiają się humanoidalne spełnienia męskich fantazji erotycznych, to sprawa jest dla nas z góry przegrana. Nawet bardzo tolerancyjne kobiety mogą krzywo spoglądać na kolekcję tego typu modeli, zwłaszcza jeśli ich właściciel ma na tyle mało instynktu samozachowawczego, by jeszcze dodatkowo traktować je z nadmierną czułością. Niemniej prawda jest taka, że kobietom wolno wzdychać i fantazjować, a my musimy robić to za zamkniętymi drzwiami. A jak ktoś jest wystarczająco sprytny, to jeszcze może wyciągnąć z takiej sytuacji dla siebie korzyści, czasem niezwykle przyjemne. Warto praktykować, bo wbrew pozorom sumienie w narodzie jeszcze nie całkiem umarło.

Czas na konkluzje. Jeśli wśród Czytelników znajdują się przedstawiciele stereotypowych graczy, to radzę sobie wziąć powyższe spostrzeżenia do serca i zabrać się poważnie za siebie. Możecie się pocieszać, że każda potwora znajdzie swojego amatora, ale mam nadzieję, że takich kobiet jest jak najmniej na świecie, bo w przeciwnym razie chyba musiałbym przeprowadzić na sobie lobotomię, by zaakceptować ten bolesny dla świata fakt.

Do kobiet: Psik! Nie mam wam nic do powiedzenia, mogę się jedynie uroczo uśmiechnąć i podać numer telefonu. Tymczasem jednak, wybaczcie, to tekst od mężczyzn dla mężczyzn.

Czyli moje refleksje kieruję do zwyczajnej, szarej braci, która pada ofiarą uprzedzeń, choć posiada własne życie inne niż gildia w WoWie i odrzuca niewątpliwe uroki poślubienia poduszki z bohaterką Anime. Rzecz jasna w większości hetero, nie byłem w związku homoseksualnym, ani też nie w tej grupie prowadziłem badania (choć zagadnienie wydaje się całkiem ciekawe). Wybaczcie, ale nie zacznę tym razem bredzić o kompromisach i inszych złotych środkach. Prawda jest taka, że lepiej nie wymieniać tego wśród zainteresowań na początku znajomości. Może wyjdzie później, jeśli grunt będzie podatny, a nawet może się okazać, że dana białogłowa jest zachwycona i pod niezwykłym wrażeniem waszych zdolności manualnych. Jednak lepiej, jeśli będzie jej to całkowicie obojętne, a optymalnie, żeby nie wiedziała. Bowiem każdy człowiek potrzebuje swojego własnego azylu, miejsca, gdzie będzie mógł odpocząć, zregenerować się i odświeżyć w innym otoczeniu, niedostępnym drugiej stronie.

I słowo na koniec: Jeśli ktoś po przeczytaniu tego tekstu uznał, że piszę na poważnie i się ze mną zgadza, proszę o kontakt z dokładnym adresem i godzinami pobytu w domu. Tym razem nie żartuję.

Dodaj komentarz

Prosimy o zachowanie kultury. Wulgarne komentarze będą usuwane.


Kod antyspamowy
Odśwież

2009 - 2017, The Node.pl Stopka redakcyjna, Disclaimer
Template designed by Globberstthemes