logotype

Nadchodzące imprezy

Dla organizatorów

Organizujesz konwent, pokazy gier albo turniej i chcesz zareklamować swoją imprezę? Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript., a zarówno w tym polu, jak i na stronie głównej naszego portalu pojawi się stosowne ogłoszenie.

Horizon Festival Sulejówek

Głośny szum wirnika śmigłowca zagłusza na chwilę wszystko inne, ale gdy tylko mikrofon w kabinie się aktywuje, do Waszych uszu dociera czysta, festiwalowa energia. Zapnijcie pasy!

„Dzień dobry, Sulejówek! Tu Horizon Radio XS! Przy mikrofonie Malcolm Delaney!”

Słońce bije dziś niemiłosiernie, ale czy komuś to przeszkadza? Absolutnie nie! Widok z góry zapiera dech w piersiach. Pod nami rozciąga się malowniczy Sulejówek, który na ten jeden wyjątkowy weekend stał się sercem najgłośniejszego festiwalu w tej części Europy. Jeśli myśleliście, że to senne miasteczko, to spójrzcie na trasę - setki metrów barierek, jaskrawe banery Horizon Festival łopoczące na wietrze i te charakterystyczne snopki siana, które mają chronić miejscowe płoty przed fantazją naszych kierowców.

Pogoda jest po prostu „pod żyletę”. Niebieskie niebo bez ani jednej chmury, asfalt rozgrzany do czerwoności i ten specyficzny zapach w powietrzu – mieszanka wysokooktanowej benzyny, palonej gumy i… świeżo skoszonej trawy z pobliskich pól.

Spójrzcie tylko na linię startu! Nasi realizatorzy właśnie robią zbliżenie. Co za zestawienie! Po lewej mamy turkusową bestię, która wygląda, jakby wyjechała prosto z plakatu z lat 70. Tuż obok pręży muskuły fioletowy muscle car, a kawałek dalej widzę białą, drapieżną sylwetkę, która tylko czeka, by zerwać przyczepność. I ten różowy akcent na końcu – nie dajcie się zwieść kolorom, ten wóz ma pod maską więcej koni mechanicznych, niż cała gmina mieszkańców!

Kierowcy grzeją silniki, mechanicy schodzą z toru. Widzę, jak sędziowie startowi podnoszą flagi. Atmosfera jest tak gęsta, że można by ją ciąć nożem do tapet. Za chwilę Sulejówek zadrży w posadach, a my dowiemy się, kto najlepiej poradzi sobie z ciasnymi szykanami przy stawie i zdradzieckim żwirem obok placu budowy.

Trzy… dwa… jeden…

Regulamin zawodów: Zero ołowiu!

Czas zajrzeć pod maskę tej imprezy. Choć wizualnie nasz Sulejówek tętnił kolorami Festiwalu Horizon, to u podstaw całej zabawy leżały solidne i bezlitosne mechanizmy systemu Gaslands: Refueled.

Dla tych, którzy jeszcze nie mieli okazji zasiąść za kółkiem w tym systemie: Gaslands to gra o postapokaliptycznych starciach pojazdów, gdzie ruch nie odbywa się za pomocą miarki, lecz specjalnych wzorników manewrów. Kluczem do wszystkiego są kostki poślizgu (skid dice) oraz biegi. Wyższy bieg pozwala na szybszą jazdę i użycie bardziej agresywnych wzorników, ale drastycznie zwiększa ryzyko utraty kontroli nad autem.

Zazwyczaj Gaslands kojarzy się z montowaniem karabinów maszynowych na maskach i wyrzutni rakiet na dachach. My jednak postawiliśmy na klimat sportowej rywalizacji rodem z gry wideo.

  • Bez broni: Na torze liczyły się tylko technika jazdy i opanowanie maszyny. Żadnych strzałów, żadnych min, żadnego sabotażu.
  • Kary regulaminowe: Zamiast eliminacji z wyścigu wprowadziliśmy system kar punktowych. Każdy punkt obrażeń zadany w wyniku kolizji przekładał się na karne –5 cm ruchu przy sprawdzaniu kolejności po przekroczeniu mety. To sprawiało, że agresywna jazda mogła dać chwilową przewagę, ale ostatecznie spowalniała kierowcę w drodze do mety.

Jak to przy festiwalowych emocjach bywa, nie obyło się bez drobnych sędziowskich kontrowersji, które wyszły na jaw dopiero po opadnięciu kurzu. Przez cały wyścig stosowaliśmy uproszczony system aktywacji, kierując się pozycją auta w stawce.

Dopiero po zejściu z trasy i chłodnej analizie podręcznika uświadomiłem sobie nasz błąd. W Gaslands kręgosłupem rozgrywki są Fazy Biegów (Gear Phases). System działa tak, że najpierw aktywują się wszystkie auta na pierwszym biegu i wyższym, potem te na drugim i wyższym, i tak aż do szóstego. Kolejność wewnątrz danej fazy (wynikająca z pozycji na torze) to dopiero drugi krok.

Cóż, drogi Sulejówka uczą pokory – następnym razem skrzynie biegów będą pracować dokładnie tak, jak zaplanował to Mike Hutchinson!

Kto jest kim na linii startu?

Spójrzcie na samo czoło! Na pole position, lśniąc w pełnym słońcu, ustawia się Grzegorz, „Corvette Captain”. Prowadzi legendarną Corvette Grand Sport – samochód, który w świecie wyścigów jest synonimem bezkompromisowej lekkości. Czy wiedzieliście, że oryginalne Grand Sporty budowano w tajemnicy, by rzucić wyzwanie Shelby Cobrze? Wielki optymalizator Grzegorz nie szuka poklasku, a optymalnego toru jazdy. Każdy jego ruch jest wyliczony, każde ryzyko zważone na aptekarskiej wadze. Jeśli ktoś ma dziś przejechać trasę bezbłędnie, to właśnie on.

Tuż obok, niczym oaza spokoju, pręży się Katarzyna w swoim Datsunie 240Z. Auto nosi dumną nazwę „Kwitnąca wiśnia Gocławia” i wygląda, jakby dopiero co zjechało z wystawy klasyków. Datsun 240Z to maszyna, która w latach 70. udowodniła, że japońskie sportowe wozy mogą podbić serce Ameryki swoim balansem i niezawodnością. Katarzyna jedzie dokładnie tak, jak jej wóz – zrównoważenie, bez zbędnej brawury, do przodu, byle solidnie. To profesjonalizm w najczystszej postaci.

Za nimi słyszę już ryk nowoczesnego silnika V8. Wydawałoby się, że w czasach zero emisyjności taki samochód nie ma racji bytu. A jednak! To Maciej „Czarny mag” i jego Ford Mustang z 2019 roku. Klasyczna amerykańska szkoła w nowoczesnym wydaniu – silnik Coyote V8 tylko czeka, by zerwać przyczepność tylnych kół. Filozofia Macieja? Prosta jak konstrukcja cepa: „Najpierw gaz do dechy, a o zakręcie pomyślimy, jak już w niego wpadniemy”. To będzie widowiskowe, o ile starczy mu miejsca na poboczu!

Na czwartej pozycji czai się mrok. Filip „Knecht boga” siedzi za kółkiem potężnego Chevy Impala. Fani starego, dobrego polowania na demony wiedzą doskonale, że to auto to coś więcej niż kupa stali – to dom na kółkach i broń w jednym. Filip nie przyjechał tu po autografy. On chce wygranej za wszelką cenę i biada temu, kto spróbuje zepchnąć go z linii. Agresja i determinacja to duet, który nie wybacza błędów.

Dalej mamy Andrzeja, dla którego rodzina jest najważniejsza. Jego orężem jest monumentalny Pontiac Bonneville. To auto jest tak długie, że gdy przód wchodzi w zakręt, tył wciąż jest na prostej! Andrzej wyznaje zasadę, że nie liczy się to, czy wygrasz o cal, czy o milę – wygrana to wygrana. Dla niego ten wyścig to kwestia honoru i lojalności wobec własnych zasad. W tym Pontiacu drzemie duch starej szkoły, gdzie stal była twarda, a serce kierowcy jeszcze twardsze.

Stawkę zamyka postać nietuzinkowa. Ignacy w przepięknym Buicku Riviera. Spójrzcie na ten tył typu „boat-tail” – to jeden z najbardziej odważnych projektów w historii motoryzacji. Ignacy kiedyś stał po drugiej stronie obiektywu, uwieczniając na kliszy wyczyny innych. Dziś sam pisze historię. Ale w jego oczach widać coś więcej niż tylko skupienie – to człowiek, który widział piekło służby w wojsku. Mówią, że jako dowódca BWP stracił wszystkich swoich ludzi… Dziś Riviera jest jego pancerzem, a tor wyścigowy miejscem, gdzie demony przeszłości muszą zostać w tyle.

Silniki wyją! Flaga w górze! Sulejówek, trzymaj się mocno, bo ZACZYNAMY!

Piekło w cieniu piekarni – czarny finał Festiwalu

Zaczęło się od ryku silników i chmury pyłu. Gdy tylko opadła zielona flaga, „Czarny mag” pokazał wszystkim, co oznacza jego filozofia „jakoś to będzie”. Niestety, fizyka nie zna pojęcia optymizmu. Mustang zerwał przyczepność, tył auta wyprzedził przód, a Maciej z impetem wyleciał z trasy, lądując w stercie siana. Z naszej perspektywy wyglądało to na kompromitację, spowolnienie, które wyklucza z walki o podium… ale patrząc na to, co wydarzyło się chwilę później, te snopki siana mogły być jego wybawieniem.

W tym samym czasie na pierwszym zakręcie Filip „Knecht boga” udowodnił, że nazwa jego auta zobowiązuje do bezwzględności. Bez cienia wahania przytarł bok „Kwitnącej wiśni Gocławia”. Katarzyna, wierna swojej zrównoważonej naturze, nie wdawała się w walkę – oddała pozycję, wybierając bezpieczniejszy, lewy pas wylotówki, byle tylko utrzymać maszynę w jednym kawałku. Filip wskoczył na drugą lokatę, dysząc wprost w wydech Kapitana.

Z tyłu Andrzej próbował szukać szczęścia na szerokim łuku, licząc, że zamieszanie w środku stawki otworzy mu drogę do przodu. Tymczasem Ignacy miał chwilę grozy przy lokalnej kapliczce. Jego Riviera na moment straciła kontakt z asfaltem, wzbijając tumany kurzu na poboczu. Tylko wojskowe opanowanie i instynkt pozwoliły mu wyprowadzić to potężne coupe z poślizgu. Skończyło się na zdrapanym lakierze i skoku ciśnienia.

Dramat rozegrał się przy piekarni. Filip postawił wszystko na jedną kartę. Agresywne wejście w zakręt, ścięcie linii i brutalna przepychanka z Corvette Captainem. Przez moment wydawało się, że Impala kierowana przez Filipa przejmie prowadzenie, jednak auto podbite na krawężniku straciło stabilność, a następnie obróciło się w poprzek trasy.

Grzegorz, zamiast hamować, zrobił to, co robią kierowcy nastawieni na optymalizację każdego ułamka sekundy – próbował utrzymać pęd, licząc, że przemknie obok unieruchomionego rywala.

Zabrakło jednak miejsca.

Huk zderzenia był słyszalny nawet u nas w śmigłowcu. Corvette'a z pełną prędkością wbiła się w bok Impali. W jednej chwili Sulejówek zamarł. Spod maski Chevroleta wystrzeliły słupy ognia. Filip „Knecht boga” nie miał szans – zginął w płomieniach swojej ukochanej maszyny, odchodząc tak, jak żył: na krawędzi.

Służby ratunkowe wyciągnęły Grzegorza z wraku Corvette'y, ale diagnoza jest bezlitosna. Kapitan przeżył, jednak obrażenia kręgosłupa i nóg oznaczają jedno: już nigdy nie zasiądzie za kierownicą. Techniczny perfekcjonista przegrał z brutalną rzeczywistością toru.

Sędziowie natychmiast wywiesili czerwoną flagę. Muzyka na Festiwalu Horizon ucichła, a banery Sulejówka smętnie łopoczą nad opustoszałą trasą. Wyścig został odwołany. Dziś nikt nie zostanie zwycięzcą.

Podsumowanie techniczne

Mimo że na stole nie padł ani jeden strzał, a dachy samochodów były wolne od wieżyczek z karabinami, Gaslands: Refueled udowodnił, że jest systemem niezwykle emocjonującym w czystym formacie wyścigowym. Brak broni wcale nie obniżył ciśnienia – wręcz przeciwnie, zmusił nas do skupienia się na samej mechanice jazdy, zarządzaniu biegami i ryzykiem.

Oto kluczowe wnioski, które warto wdrożyć przy kolejnych zawodach:

  • Wyścig bez broni w Gaslands działa. Rywalizacja o lepszą linię wejścia w zakręt i walka o pozycję dostarczają dużo adrenaliny.
  • Następnym razem warto zaplanować większe odstępy między samochodami na linii startu. Gęste upakowanie aut na początku sprawiło, że manewrowanie było bardzo ograniczone, co szybko doprowadziło do „efektu domina” i ryzykownych zagrań już na pierwszych metrach.
  • Nasza trasa okazała się za ciasna. Jeden poważny wypadek na wysokości piekarni praktycznie zablokował przejazd, a i wcześniejsze zakręty utrudniały manewrowanie. Tor o szerokości co najmniej trzech wzorników manewru w najwęższych miejscach to absolutne minimum dla płynnej gry.
  • Najważniejsza lekcja mechaniczna dotyczy kolejności aktywacji. Pamiętanie o tym, że priorytetem jest bieg (Gear Phase), a dopiero potem pozycja w stawce, kompletnie zmienia dynamikę planowania. Moje przeoczenie tego faktu spłaszczyło nieco taktyczną głębię systemu – w przyszłości muszę o tym pamiętać.

2009–2026, TheNode.pl Disclaimer
Template designed by Globberstthemes