Wargames Atlantic - Dark Age Irish Warriors
- Szczegóły
- Kategoria: Modelarstwo
- Opublikowano: wtorek, 17, marzec 2026 11:53
- Sarmor
Przez ostatnich kilka lat zebrałem tyle ramek z plastikowych zestawów, które chciałbym zrecenzować, że teraz nie wiem nawet, w jakiej kolejności się za nie zabrać. Na szczęście z pomocą przychodzą koledzy namawiający na nowe gry, a dodatkowo inspiracji może dostarczyć kalendarz. Dziś na przykład mamy dzień świętego Patryka, więc z tej okazji zapraszam Was do wspólnego przyjrzenia się figurkom z zestawu Dark Age Irish Warriors od Wargames Atlantic.
Rozpoznanie
Iryjscy wojownicy to pierwsze modele z linii Blood Oaths obejmującej nacje z okresu zwanego przez Brytyjczyków „mrocznymi wiekami” – choć na razie obejmuje ona wyłącznie Irów (wypuszczonych aż 7 lat temu!) i współdzielone z linią Decline and Fall pudełko wszechstronnych wojów do taniego podbicia liczebności armii (według zeszłotygodniowego maila wkrótce ma się ukazać trzeci zestaw z ogólnymi wczesnośredniowiecznymi jeźdźcami).
W omawianym zestawie znajdziemy pięć identycznych ramek, z których możemy złożyć 30 wojowników i 10 psów (wilczarzy irlandzkich). Podobnie jak w przypadku innych produktów, Wargames Atlantic nie dołącza do figurek Irów żadnych podstawek. Za jedno pudełko producent liczy sobie 28,50 funtów, zaś w polskich sklepach jego ceny wahają się od 119,00 do 139,50 złotych.
Jakość i montaż
Zacznijmy od rzucenia okiem na samą ramkę. Znajdziemy na niej:
- 2 dwuczęściowe psy,
- 6 stojących mężczyzn bez głów i prawych rąk,
- 10 głów,
- 6 prawych rąk z oszczepami,
- 3 prawe ręce z mieczami,
- 2 prawe ręce z shillelaghami (charakterystycznymi maczugami),
- prawą rękę z toporem,
- prawą rękę z procą,
- prawą rękę trzymającą kamień,
- prawą rękę trzymającą róg,
- prawą rękę wskazującą coś,
- 5 małych, okrągłych metalowych tarcz z większym umbem,
- 4 małe, okrągłe metalowe tarcze z mniejszym umbem,
- małą tarczę drugiego typu z dwoma oszczepami,
- 6 dużych, okrągłych drewnianych tarcz,
- eliptyczną wiklinową tarczę,
- średnią, zdobioną metalową tarczę,
- 2 płaszcze,
- miecz w pochwie,
- pustą pochwę,
- sztylet,
- czaszkę zwierzęcia.

Jak na mój gust zawartość ramki prezentuje się bardzo dobrze. Zaskoczyła mnie duża liczba oszczepów – szczególnie w porównaniu z bronią do walki wręcz – oraz tarcz, zwłaszcza tych małych, które są do siebie bardzo podobne (dopiero podczas pisania tego tekstu zdałem sobie sprawę, że to dwa różne wzory!). Z drugiej strony brakuje mi włóczni, które w tamtej epoce były przecież powszechnie stosowane. To jednak tylko luźne uwagi, a nie wady…
…czego nie można powiedzieć o powieleniu dwóch wzorów rąk z oszczepami (czyli wśród sześciu części mamy tylko cztery wzory), czego bardzo nie lubię we współczesnych plastikowych zestawach. Czy naprawdę nie dało się zrobić dwóch, choćby minimalnie różniących się wzorów?

Na szczęście są to jedyne powielone elementy, a rzeźbiarze nie wpadli na pomysł zrobienia tego samego np. z głowami (co zdarzało się im w przeszłości). Wśród dziesięciu wzorów dominują dłuższe włosy (czasem ułożone, pewnie z użyciem jakiegoś tłuszczu), choć znalazło się też miejsce na głowę łysą, chronioną hełmem oraz ogoloną na coś, co dziś nazwalibyśmy mohawkiem. Oprócz tego zdecydowana większość wojowników nosi zarost i ma otwarte usta, pewnie do wznoszenia okrzyku bojowego.

Spośród sześciu ciał trzy mają na sobie tuniki spięte pasami, czwarte tunikę wraz z kamizelką (wybaczcie nieznajomość profesjonalnego terminu), piąte spodnie i kamizelkę, a szóste same spodnie. Dodatkowo wszystkie są bose.
Dwa ostatnie z wymienionych ciał nie mają rękawów, w związku z czym pasują do nich tylko cztery ręce spośród szesnastu. I to pasują dosłownie, bo mają inne miejsca łączenia. Podczas gdy miejsca styku zasłoniętych ramion z ciałami w tunikach są płaskie, odsłonięte ręce mają wgłębienia, a dopasowane do nich ciała – półokrągłe wypustki. W rezultacie nie da się przez pomyłkę przykleić ramienia bez rękawa do ciała w tunice i vice versa.

Rozwiązanie to ma jednak dwa minusy. Przede wszystkim ogranicza wybór broni: jeśli nie zdecydujemy się na konwersję, wojowników w spodniach wyposażymy tylko w miecz, shillelaghę albo oszczep (w tym ostatnim przypadku mamy do wyboru dwa ramiona). Jednocześnie zgięte ramię, które lada chwila rzuci oszczepem, pasuje tylko do tych dwóch ciał.

Drugi kłopot polega na tym, że miejsca łączenia odsłoniętych ramion z ciałami są bardziej widoczne (choć istotne znaczenie ma też kąt uniesienia ręki). Niektórych może to nie razić, jednak ja czuję potrzebę zamaskowania tych miejsc.
Wszystkie lewe ramiona (których nie musimy doklejać) mają dłonie zaciśnięte w pięści, co powinno ułatwić mocowanie tarcz. Za wyjątkiem eliptycznej tarczy, każdy wzór ma po wewnętrznej stronie wgłębienie na pięść. Na większych, drewnianych tarczach wgłębienia te otoczono delikatnym rantem, przez który tarcza wyraźnie odstaje od ręki, dlatego przy przyklejaniu tych wzorów wyciąłem ów rant od strony ramienia.

Dodatkowo w drewnianych tarczach i średniej metalowej wyżłobiłem delikatne rowki na przedramiona, by uzyskać lepsze łączenie.
Przejdźmy teraz do dwóch psich towarzyszy. Każdy z nich składa się z większej części z głową, połową korpusu i integralną podstawką oraz mniejszej z drugą połową korpusu i ogonem. Elementy nie są zamienne i w rezultacie możemy uzyskać tylko dwa wzory psów. Trochę żałuję, że twórcy nie chcieli pokombinować i dać nam czterech opcji, ale tak pewnie było łatwiej, a większości graczy nie robi to różnicy.

Psie elementy generalnie dobrze do siebie pasują, ale po złożeniu zwierząt na każdym z nich widać niedużą szparę po jednej stronie zaraz za szyją. Być może zniknie ona pod farbą, choć ja na wszelki wypadek wolę zamaskować ją masą szpachlową.

Jakość odlewu stoi na wysokim poziomie, do którego przyzwyczaiło nas Wargames Atlantic. Linie podziału formy są bardzo delikatne, co przyspiesza oczyszczanie modeli, zaś wyraźne detale powinny ułatwiać malowanie (o czym wkrótce się pewnie przekonam). Jedyne, co budzi mój niepokój, to dość cienkie drzewca i miecze, ale o ich wytrzymałości przekonam się dopiero w boju.
Porównanie
Tę sekcję zaczynamy klasycznie od dwóch modeli Games Workshopu – imperialnego poszukiwacza przygód z Warhammera i wojownika Gondoru z Władcy Pierścieni (swoją drogą chętnie poznam Wasze pomysły na to, kim zastąpić te dość leciwe postaci).

Na drugim zdjęciu Ir i wilczarz pozują w towarzystwie Walijczyka od Gripping Beast i Mongoła od Fireforge Games.

Trzecia fotka przedstawia recenzowane figurki w towarzystwie normańskiego wojownika od Conquest Games i chłopa z zestawu fantasy od Fireforge Games.

Werdykt
Przyznam szczerze, że pierwszą ramkę Irów kupiłem głównie dla dwóch psów, traktując samych wojowników jako miły dodatek. Jednakże kiedy trafiła w moje ręce, spodobała mi się na tyle, że przy kolejnej okazji dokupiłem jeszcze jedną. W najbliższym czasie modele zgodnie z przeznaczeniem będą odgrywać rolę dzielnych obrońców Irlandii (a może iryjskich najeźdźców?), a w przyszłości z pewnością przydadzą się także w grach fantasy jako nieco prymitywni ludzie.







