logotype

Nadchodzące imprezy

Dla organizatorów

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Borsucze bajdurzenia IV

U Was też wiosna już rozkwita? Bo ja z nieskrywaną radością obserwuję powolny odwrót śniegu z warszawskich ulic. Mam nadzieję, że zamieni się on wkrótce w paniczną ucieczkę, wszystkie gówna zalegające pod tym białym syfem spłyną razem z nim i będziemy mogli się cieszyć grzejącym słońcem i zieloną trawką.

 Tak miał ten wstęp wyglądać na początku. Potem jednak się okazało, że moja radość była przedwczesna i zima kontratakowała, znowu leniwie rozkładając swój biały płaszcz ponad wszystkim i przyciągając ze sobą inne sygnały zapowiadające nadejście Buki. A Buki każdy rozsądny człek się przecież boi i woli siedzieć w domu niźli wystawiać się na jej mroźny pocałunek.

A to była druga wersja wstępu. Aura okazała się jednak przewrotną bestią i teraz mamy już wiosnę pełną gębą. Jeśli tylko słoneczko wystawi pyzatą buźkę zza chmur, to jest nawet bardzo sympatycznie ciepło i aż się chce wystawić sobie leżaczek na zewnątrz i zacząć wcześniej pracę nad opalenizną i czerniakiem. Jednak w ciągu tygodnia, w dni pracy, lepiej jak jest tak posępnie, bo przynajmniej można się skoncentrować na pracy, a nie tęsknie wyglądać za okno i niecierpliwie się wiercić, byle tylko jak najszybciej wybiec i cieszyć się lepszą porą roku.

To chyba przez marcowo - kwietniowy (czyt. wiosenny) przypływ hormonów czuję się teraz taki... pełen optymizmu i życiowego animuszu. Na jego fali zaczynam odczuwać podskórną potrzebę zakupu nowej armii.

Zapewne widzieliście na Głównej relację z turnieju Animy. Dzień spędzony z graczami podświadomie natchnął mnie do zbierania którejś z frakcji. Dopiero później zadałem sobie dość ważkie pytanie: czy jest sens? Rozegrana bitwa pozostawiła we mnie mieszane uczucia związane przede wszystkim z kiepskimi skojarzeniami i związanymi z nimi wspomnieniami po MtG. Ale coś tam mi się zalęgło w głowie i chyba naprawdę czuję wiosenną miętę ku Animie.

Rzecz w tym, że do nowej armii niezwykle łatwo się zapalić, gorzej z dalszym podsycaniem żaru, by buchał żwawym ogniem - nawet przy odpowiednim zapleczu finansowym.

Słomiany zapał dotyka każdego. No chyba, że jestem jakimś takim roztrzepanym rodzynkiem, który nie potrafi się na niczym skupić dłużej niż 5 minut (nie, nie mam ADHD). Musicie wiedzieć, że w zasadzie udało mi się z powodzeniem zakończyć tylko dwa z moich projektów armijnych: Wysokie Elfy do WFB oraz Wojowników Cienia do Mordki (zgadnijcie czemu akurat ich). "W zasadzie", ponieważ poziom malowania dalece odbiega od poziomu moich aspiracji i ambicji. Słowem są do przemalowania, a w niektórych przypadkach nawet domalowania.

To i tak całkiem niezły rezultat w porównaniu do takiej mojej czterdziestkowej Gwardii Imperialnej. Może nie jest mizerna, jednak zdecydowana większość modeli znajduje się w różnych stadiach rozkładu. Plastik świeci niemal wszędzie, sklejone figurki stanowią rzadkość, a można nawet natrafić na dość liczne przypadki rozklejenia i defragmentacji. Jeszcze doliczcie do tego niedawno, przynajmniej jak na moje standardy, zakupiony starter do Infowego Haqqislamu - w tym wypadku mogę się przynajmniej usprawiedliwiać, że jestem nadal w fazie konwertowania modeli, ale podskórnie czuję, że to tylko taka wymówka i jeszcze długo nie przejdę do stadium malowania... Och, zapomniałbym o kolekcji małych Niemiaszków do Bf: WaW, ale po zimie nawet ich znaleźć nie mogę, nie wspominając już o tym, że w towarzystwie jakoś idea zabawy z tym systemem zamarła. Niemniej chłopcy przynajmniej otrzymali podkład i poczytuję sobie to za niemały sukces.

Moim skromnym zdaniem trochę tego jest, zwłaszcza gdy spojrzeć na ilość roboty, która mnie jeszcze czeka. Do czego zmierzam? Pewnie ten problem nie dotyczy tylko mnie i nie tylko ja mam kłopoty z oparciem się pokusie rzucenia wszystkiego w diabły dla nowego, "lepszego" projektu. A późniejsze efekty są opłakane i z góry wiadome - nawet na turniej nie można pójść, bo armia nie spełnia jakichkolwiek standardów.

Jeżeli liczyliście na jakiś morał z tej historii, to się srogo przeliczyliście. Morału nie będzie. Siebie uważam za sprawę przegraną i niewartą dalszych starań, od Was zależy czy wyciągniecie z tego jakąś lekcję i skorzystacie z mojego doświadczenia, czy też postąpicie jak normalny człowiek i zrobicie po swojemu. Mi to rybka.

Dodaj komentarz

Prosimy o zachowanie kultury. Wulgarne komentarze będą usuwane.


Kod antyspamowy
Odśwież

2009 - 2017, The Node.pl Stopka redakcyjna, Disclaimer
Template designed by Globberstthemes