logotype

Nadchodzące imprezy

Dla organizatorów

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Borsucze bajdurzenia III

Nie wiem, czy to wpływ zalegających mas śniegu, czy też może rosnące zniecierpliwienie w oczekiwaniu na upragnioną Wiosnę. Albo niedobór światła słonecznego od życia w ciemni. W każdym bądź razie ostatnio nie mam nastroju do myślenia o naszym kochanym półświatku - raczej odczuwam pociąg do komentowania rzeczywistości. Z naciskiem na krytykę.

Kij w mrowisko

Jest czasem tak, że życie daje po rzyci. Całe szczęście mam dach nad głową, nie jestem Tutsi ani Hutu, ale mimo wszystko nie czuję, żeby to było TO. Pierdolnięcie zaniknęło zupełnie i nie zanosi się, żeby w najbliższym czasie miało z hukiem powrócić.

Jasne, może się wydawać, że szukam dziury w całym. Już zupełnie pominę drobny fakt, jakim jest typowość takiego zachowania dla naszego gatunku - czy znacie kogoś, kto nigdy nie narzeka? Zasadniczo nie mam w zwyczaju użalać się nad sobą tak bez przyczyny. Ba, ci, co mnie personalnie i lepiej znają, wiedzą nawet, że jak gadam z ludźmi, to uśmiech mi z krzywego ryja nie schodzi. Ale są chwile, że tego życiowego ścieku się nazbiera i mam ochotę się zwinąć w kulkę i poczekać, aż Buka sobie pójdzie. Nie martwcie się, nie otrzymacie porcji zbyt dużego ekshibicjonizmu emocjonalnego, po prostu musiałem to powiedzieć dla poprawy własnego samopoczucia. Zresztą i tak wszystko, co miałbym powiedzieć, znajduje się na kartach mojego magicznego kajetu wraz z masą publicystyki, rzeczy do zrobienia, notatek, adresów i kontaktów. Słowem udało mi się przenieść życiowy burdel również na formę papierową, którą noszę zawsze ze sobą.

Poza lekko melancholijnym nastrojem trawiącym mnie od Sylwestra (a dokładniej od zajebiście przygnębiającego marszu we wczesno porannych godzinach Nowego Roku) ostatnio wiele rzeczy mnie wkurwia. Weźmy taką pierwszą z brzegu Cytadelę. Jak pożegnał nas Mortimer, wszyscy widzieli. Jak traktował (i nie, okłamujmy się, nadal traktuje) forum i próby jego naprawy, też należy pozostawić bez komentarza. A teraz szanowny Mortimer udziela się tylko, by obrabiać nam dupę (tzw. "dupę zbiorową TheNode", której części składowe to dupy osób, do których owe zarzuty się odnoszą). Z drugiej jednak strony to forum sklepowe jest jedynym prawdziwym na polskim rynku forum "od użytkowników dla uzytkowników", na którym nie istnieje cenzura, a cała Administracja słucha i stara się ułatwić życie Użytkownikom. No i pozostaje jeszcze kwestia, w której przejrzał nas Mortimer na samym początku - chyba po zakupie drugiego jachtu (Pamflet, a teraz Kuplet) można się już przyznać, że od samego początku naszym założeniem była kradzież kont mailowych Użytkowników i spamowanie ich za ciężką kasę. Jednak nikomu nie polecam takiego sposobu szybkiego wzbogacania się, bo dzień w dzień musimy samodzielnie przepisywać każdego spam-maila i rozsyłać kurierem indywidualnie. W zasadzie to Mortimerowi strasznie zazdroszczę pozycji samozwańczego króla i monopolisty, która umożliwia mu wszczynanie pyskówek jako głowną rozrywkę. Jednak na Cytadeli zostało sporo wartościowych ludzi - wielu weteranów związanych ze stroną jeszcze z jej "złotego wieku", a Dudi wykonuje niesamowitą robotę. Szkoda tylko, że... A zresztą sam zobaczy, jak Mortimer traktuje swoich współpracowników.

Są też rzeczy, które wzbudzają u mnie ataki śmiechu, bo przecież jakbym tylko smęcił, albo się irytował, to pewnie już bym się powiesił, uprzednio dochowawszy się wrzodów. Śmiech to zdrowie. Poza codzienną dawką gwarantowaną przez Internet oraz znajomych zdarzają się też niespodzianki od losu. Największy rechot ostatnio wzbudził u mnie konkurs na projekt layoutu na Sami-Wiecie-Jakim-Forum (i przy tej formie już zostanę, bo chyba używanie prawdziwej nazwy jest policzkiem dla instytucji jaką kiedyś była, w odniesieniu do tego czym jest dziś). Pomijam już kwestię regulaminu, z którego wynika mniej, niż zostało później powiedziane na forum. Ale nagroda to jakaś farsa. Bo jak ktoś tam może oczekiwać, że otrzyma profesjonalnie wykonaną stronę praktycznie za darmo, a dokładniej za ułamek rynkowej ceny takiej usługi? Tak czy siak, jeśli Sami-Wiecie-Jakie-Forum ma dalej żyć, to chyba powinno się tam nie udawać, że coś się robi, ale wreszcie to zrobić. A nie, chwila. Ostatnim razem jak była potrzeba zmian, to wynikło to chwilowymi drgawkami i powrotem do zdychania, a dla większości ruchu emigracją na Nogę.

Oczywiście wspominana już osoba odsta... stop! Teraz to już się sam nakręcam i frustruję zamieniając w [autocenzura]. Zajmijmy się czymś bardziej wartym uwagi ludzi poważnych. I tych innych też. A jak chcecie więcej informacji odnośnie rzeczy na które marudzę, to po prostu zajrzyjcie na Sami-Wiecie-Jakie-Forum lub lepiej na strony konkurencyjne, gdzie dyskusja może mieć charakter swobodniejszy (polecam poszukanie informacji o prawdziwym powodzie braku podwyżek w C. lub braku statuetek dla zwycięzców SoD).

O ja biedny nieszczęśliwy!

Pamiętacie Wasze pierwsze sesje RPG? Karty postaci wypełniane z nabożną czcią przez drżącą rękę, bojącą się zbyt mocno przycisnąć ołówek, by przypadkiem nie pozostawić trwałych śladów? A wiecie, że są ludzie, którzy po wielu latach podchodzą do tych spraw równie poważnie? Straszne, nie? Ja tam wolę inne rzeczy gloryfikować i móc patrzeć na takich nieszczęśników z zasłużonym poczuciem wyższości.

Tworzenie postaci. Kości zostały rzucone, atrybuty określone, w głowie powstał już szkic umiejętności. I nagle cały plan bierze w łeb, bo okazuje się, że to wszystko nie trzyma się w najmniejszym stopniu kupy. Możesz być największym kozakiem we wsi, ale przez parę sesji i tak będziesz popierdzielać w obsranym przez szczury kubraku i z pakietem zdolności, przy których ciury obozowe są superbohaterami. Tak przynajmniej jest w przypadku generic RPG. Oczywiście rozumiem, że statystyki mają odzwierciedlać potencjał naszego gieroja. Potencjał, tak? To czemu wszyscy nie zaczynają gry dwunastolatkami? Albo, jeszcze lepiej, przedszkolakami? Wtedy można rozwijać przyrodzony potencjał. Bo nagle się okazuje, że nasz twardziel umie tyle, co przedszkolak. Zupełnie jak w pieprzonych Pokemonach, jakby było ograniczenie poznanych ataków. Jasne, że są systemy umożliwiające lepsze dopasowanie postaci do naszych wyobrażeń. Tylko co z tego, jeśli zazwyczaj kończy się to smutnym stwierdzeniem, że "coś za coś"? Munchkin? Nie poczuwam się. Po prostu gdy w coś gram, chciałbym tylko, żeby odpowiadało to moim oczekiwaniom, a nie powodowało smutne oczy, bo jak zwykle ktoś coś spieprzył. Nie wymagam wiele, ale serio. Czy to tak wiele chcieć, by czterdziestolatek różnił się od czternastolatka czymś innym niż historią życia?

W tym miejscu dziękuję wszystkim Mistrzom, którzy dla zachowania radochy płynącej z dobrej zabawy naginają reguły i jednocześnie wyrażam ubolewanie nad głupotą tych nieszczęśników, dla których oryginalne brzmienie zasad jest największą świętością. Biedni, biedni idioci. Zapominają, o co w tym całym cyrku chodzi.

Love is in the air

Zauważyliście, że były Walentynki? Do mnie dotarło to, gdy nudziłem się czekając na koniec kąpieli filmu. Uderzyło mnie również, że po raz pierwszy od lat mogłem tego dnia skupić się na osobie, z którą planuję spędzić resztę swojego życia i która jest mi najbliższa. Rzecz jasna mowa o mnie. Wiecie, taki dzień dla siebie. Do czego zmierzam? Do roli uczuć w naszych kochanych grach RPG. A dokładniej do uczuć wyższych naszych postaci. A żeby być bardziej precyzyjnym: mowa będzie o miłości.

Nienawiść, odwieczne waśnie i swady - to wszystko pojawia się na sesjach. Podtrzymywanie animozji i dawnych uraz wychodzi zarówno graczom, jak i MG świetnie (no i twórcom settingów). Ale gdzieś zaginęła druga szala wagi. Przyjaźń? Ilu kurwa można mieć przyjaciół?! Zapytajcie sami siebie. Jednego? Dwóch? Nasi bohaterowie - nastu, dziesięciu. No po prostu rewelka, ale dobra, przyjaźń jest. Miłości praktycznie brak.

Czy każdy wątek miłosny musi się od razu sprowadzać do wizyty w burdelu/gwałtu/dawno utraconej ukochanej? Nadmiar sztampy może wywołać niestrawność! Zastanówcie się (tu apeluję do obu stron rozdzielonych ekranem MG), czy nie da się przypadkiem wprowadzić jakiegoś autentycznego, kwitnącego uczucia. Możecie odstawić Wertera, będzie nawet śmiesznie, zwłaszcza w WoDzie. Może to być coś w deseń Abelarda i Heloizy (chciałem napisać "nowej Heloizy", ale raz, że byłoby to seksistowskie, a dwa, że już ktoś coś takiego stworzył). W zasadzie nie ma ograniczeń, bo przecież i w życiu jest masa modeli romansowych na których można się wzorować. Ale na bogów, starajcie się myśleć o tym, że postaci to nie tylko maszyny do zabijania. Pomyślcie o nich jak o ludziach, takich realnych, z krwi i kości. A miłość jest nieodłącznym elementem życia.

PS Kiepskie proporcje mi wyszły, ale przynajmniej wątroba się mniej burzy. Teraz zwyczajowa kolej na garść rzeczy, które gdzie indziej się nie zmieściły. Tym razem pytania do publiczności.

1) Jak widzicie, trochę eksperymentuję z formą. W ramach zabawy zastanawiam się nad puszczeniem jednego odcinka poświęconego wyłącznie życiu mojej skromnej osoby. Taki blogo-pamiętnik, po którym wrócilibyśmy do "normy". Yay or nay?

2) Koledzy z Administracji nadal marudzą, że nie ma obrazków. Ja przy swoim obstaję, bo uważam, że to nie powieść graficzna, ani tym bardziej jeszcze nie spadłem do poziomu wypowiedzi rodem z tabloidów i nie muszę ratować się kolorowymi zdjęciami. Chcecie obrazków? Yay or nay?

Dodaj komentarz

Prosimy o zachowanie kultury. Wulgarne komentarze będą usuwane.


Kod antyspamowy
Odśwież

2009 - 2017, The Node.pl Stopka redakcyjna, Disclaimer
Template designed by Globberstthemes