logotype

Gry planszowe - poradnik dla początkujących

Pojęcie gier planszowych powoli przestaje wiązać się wyłącznie z szachami, chińczykiem i Monopolem. Przez ostatnią dekadę byliśmy świadkami rozkwitu nowej gałęzi rozrywki. Narodził się nowy rodzaj gier – ambitnych, kolorowych, atrakcyjnych i z pomysłem. Wreszcie gra o Władcy Pierścieni nie polega na rzucaniu kostką i dotarciu jako pierwszy do mety. Jeżeli chcielibyście rozpocząć przygodę z planszówkami, a nie wiecie, od czego zacząć, ten poradnik jest właśnie dla Was!

Jak wybrać pierwszą grę?

Nie będę owijał w bawełnę, ten krok jest najtrudniejszy. W chwili obecnej jest kilka tysięcy dostępnych tytułów, a wciąż dochodzą nowe. Jak się w tym wszystkim połapać, jak wybrać tę jedyną? Oto kilka wskazówek.

Wybierając grę planszową weźcie pod uwagę, z kim będziecie w nią grać i ilu będziecie mieli dostępnych graczy (mając powiedzmy czterech chętnych lepiej nie kupować gry dwuosobowej i na odwrót). Jeśli będzie to młodsze rodzeństwo, koledzy z klasy czy inne osoby nie mające zaprawy ze skomplikowanymi grami, nie kupujcie epickich gier strategicznych, bo nie będziecie mieć z kim grać. I w drugą stronę – wasza wierna drużyna zaprawionych w boju graczy RPG i gier bitewnych raczej wynudzi się przy grze o rafie koralowej (choć niekoniecznie, o ewenementach później). Polecam zaczęcie od tytułu średniego kalibru, by niedoświadczonych wyszkolić, a doświadczonych zachęcić. Moim pierwszym wyborem było A Game of Thrones.

Niech waszą przystanią, waszą twierdzą, waszym Wilczym Szańcem i waszym Rivendell stanie się strona www.boardgamegeek.com. Na niej znajdziecie ponad pięćdziesiąt siedem tysięcy (!) tytułów z opisami i, co ważniejsze, zdjęciami. W tej liczbie zawierają się też gry typowo karciane, jak Magic: the Gathering i poker, oraz dodatki do gier czy też gry tradycyjne – go i szachy. Pokusiłbym się o stwierdzenie, że „boardgame” nie znaczy już tyle „gra planszowa”, co „gra stołowa”, albo „nie gra wideo”. Wracając do BoardGameGeeka, na początek polecam przejrzenie stu lub dwustu tytułów znajdujących się na szczycie top listy. To da Wam jakiekolwiek pojęcie o tym, co kupować, i zawęzi krąg poszukiwań. Nie kierujcie się mocną pozycją gry na liście. Dla mnie do tej pory pierwsza piątka to zagadka porównywalna do kodu Da Vinci.

Czym się kierować? Tutaj macie aż cztery wyjścia.

Po pierwsze możecie kierować się ocenami i komentarzami ludzi, którzy już grali, albo kupić grę, jaką polecił wam znajomy. Metoda ta ma swoje plusy i minusy. Pozwala uniknąć produktów słabej jakości, ale z drugiej strony „haters gonna hate” - wśród komentujących nie brakuje wiecznych malkontentów, którzy mogą obrzydzić nam wymarzony tytuł. No i pamiętajcie o marketingu szeptanym. Czytanie recenzji może przynieść więcej pożytku, choć nie ma ich zbyt wiele i trudno znaleźć opisy bardziej niszowych tytułów.

Drugie wyjście (z którego sam korzystam) to kierowanie się intuicją. Oglądam zdjęcia, jak to wygląda w środku – nie na stronie sklepu czy wydawcy, bo tam wszystko jest piękne – potem czytam opis i zasady. Czytanie zasad jest bardzo ważne (możne je znaleźć legalnie w sieci), bo pozwala to unikać gier, które w branży określamy jako siermiężne, czyli długie, skomplikowane i ciężkie. Przykładami takich gier są Android, Starcraft: the Boardgame, Twilight Imperium. Wady tej metody? Cóż, nigdy nie możecie mieć pewności, że moc jest w was silna i się po prostu nie pomylimy.

Dodatkową możliwością jest zagranie w daną grę w gamesroomie podczas konwentu. Ocenicie zasady, wygląd, zagracie, a jak się nie spodoba, zawsze możecie wymienić na inną.

Ostatnią kategorią, czysto kosmetyczną, ale równie ważną jak pozostałe, jest tematyka danej gry. Jeśli jesteście, dajmy na to, miłośnikami science-fiction, wybierzcie grę osadzoną w kosmosie. Analogicznie – miłośnicy fantasy grę o lochach i smokach. Co prawda realia gier to tylko otoczka prawdziwej mechaniki (bo to ona sprawia najwięcej przyjemności!), ale warto zatroszczyć się o oprawę i choć trochę wczuwać w to, co się dzieje na planszy. Bardzo często sama możliwość grania np. Darthem Vaderem zniweluje wszelkie braki w mechanice, bo gra będzie się po prostu podobać.

Jeśli nie jesteście przekonani do chociaż jednej z wymienionych metod, wypróbujcie je wszystkie naraz. Zajmie to sporo czasu, ale gra, którą kupicie po tak dogłębnej analizie, na pewno w stu procentach spełni wszelkie wasze oczekiwania!

Gdzie kupować i za ile?

Skoro wiecie, już czego szukacie, pozostaje decyzja gdzie kupić. Najlepiej przez Internet, przez serwis aukcyjny, albo w małym sklepie z grami, tudzież w workshopie. Czemu tam, a nie w dużych popularnych sklepach internetowych czy sieciach sklepów z grami planszowymi i bitewnymi? Bo jest taniej!

Paradoksalnie, duże i znane sklepy mają wyższe ceny, a różnice są naprawdę duże (rzędu 30% wartości towaru). Bądźcie sprytni, przeszukajcie sieć pod kątem mniejszych sklepów z niższymi cenami. Wiele z nich ma opłacalne programy lojalnościowe. Osobiście znam sklep, w którym, jeśli pokaże się, że gdzieś indziej jest taniej, sprzedadzą grę po tej niższej cenie.

Jeśli nie stać was na nową grę, warto rozważyć zakup używanej. Planszówki nie zużywają się jakoś szczególnie mocno, ryzyko jest akceptowalne. Aczkolwiek przed zakupem upewnijcie się, czy:
- gra zawiera wszystkie elementy (ich listę można znaleźć w instrukcji albo w opisie gry),
- w jakim stanie są karty i/lub żetony (są najbardziej podatne na zabrudzenie),
- jaka jest kondycja pudełka (mało ważna, ale pudełko to ładna rzecz i łatwo po nim ocenić, jak ktoś obchodził się z grą),
- zawiera plastikowe elementy, w tym figurki (koniecznie sprawdzić, czy nie są połamane albo powyginane!).

Ceny gier planszowych wahają się od 30 do nawet 300 złotych. Niestety, nie zawsze stosunek ceny do jakości jest satysfakcjonujący. Bywa, że część kosztu to po prostu licencja, bo gra jest na podstawie filmu czy książki (trzeba przyznać, że gry planszowe na podstawie filmów i książek wypadają świetnie, w przeciwieństwie do komputerowych adaptacji tychże). Na początku radzę celować w gry za około 100, może 150 złotych – na pewno nie będzie to kiepski i niedopracowany tytuł, który mógłby Was zniechęcić do dalszej przygody z planszówkami.

Z kim grać?

Graczy można znaleźć wszędzie, gorzej zebrać ich razem, bo najczęściej jest tak, że im więcej graczy, tym lepiej. Optimum to cztery osoby. Z doświadczenia wiem, że najłatwiej chętnych znaleźć wśród ludzi już grających w RPG i gry bitewne. Nie rezygnujcie jednak z kolegów i koleżanek nie mających z powyższymi nic wspólnego. Tak jak napisałem na początku, grę trzeba dopasować do odbiorców. Po kilku latach grania i kupowania nowych tytułów zwykle ma się ich tyle, że nie ma problemu z dopasowaniem się do towarzystwa.

Wybierając grę zwróćcie uwagę nie tylko na zasady czy skomplikowanie, ale też na język, w którym została wydana. Dotyczy to tylko gier z tekstami na przykład na kartach. Terminologii używanej w planszówkach raczej nie nauczycie się na angielskim (bo w tym języku jest większość gier – ale uwaga, jest wiele po niemiecku!).

Rodzaje gier planszowych i inne ciekawostki czyli krótki przewodnik turystyczny

Tę część artykułu poświęcę na uwagi dodatkowe. Za przykłady posłużyły gry, które znam, w które grałem i które mogę polecić.

Zacznijmy od kategorii gier planszowych. Zauważcie, że większość gier to hybrydy kilku gatunków, więc ich przypisanie jest umowne i polega na wyróżnieniu dominującej mechaniki rozgrywki.

Gry strategiczne (Twilight Imperium, Memoir’44, A Game of Thrones, Chaos in the Old World). Strategie to zazwyczaj gry wymagające dużych ilości czasu i myślenia. Zawierają wiele elementów, takich jak znaczniki czy plastikowe figurki jednostek. Twórcy coraz bardziej ograniczają element losowy przez np. tworzenie talii rzutów. Zamiast rzucania kostką wybieramy wierzchnią z 36 kart z cyframi od 1 do 6 (każda w sześciu egzemplarzach) i to jest wynik naszego rzutu. Gdy talia się kończy, przetasowujemy ją i od nowa. Dzięki temu prawdopodobieństwo jest idealne, bo przy 36 rzutach zawsze wypada sześć jedynek, sześć dwójek i tak dalej. Oczywiście nadal można dobierać złe karty, ale jest przynajmniej cień szansy, że los się kiedyś odmieni, a ten system daje możliwość dokładania specjalnych efektów przy rzucie (przykładem takiej gry jest Runewars). Gry strategiczne polecam właściwie wszystkim, bo w gruncie rzeczy w każdej grze planszowej jest ten element.

Gry kooperacyjne (Pandemic, Ghost Stories, Arkham Horror). To mój ulubiony gatunek gier. Gracze, zamiast walczyć ze sobą, łączą się we wspólnym wysiłku, by pokonać wroga. Ten rodzaj gier stawia na komunikację między graczami, planowanie i koordynację działań. Dobre do grania z młodszymi (starszymi zresztą też), bo albo wygrywają wszyscy i jest wesoło, albo przegrywają wszyscy i wszyscy chcą rewanżu. Dlatego jeśli chcesz grać razem z innymi, a przeciwko grze, rozważ zakup gry kooperacyjnej.

Gry ekonomiczne (Agricola, Puerto Rico, Osadnicy z Catanu). Ten rodzaj gier to właściwie strategia zarządzania zasobami, ale niemalże pozbawiona mechanizmu gracz przeciwko graczowi. Można komuś podebrać dobry surowiec czy kartę, ale jego stratą jest brak zysku, a nie zmasakrowanie mozolnie gromadzonej od ośmiu tur armii. Warto wspomnieć o swoistym podziale na rynku gier planszowych na dwa obozy – Niemiecką Szkołę Ekonomiczną (wiele firm i twórców) i Aliantów (czyli amerykański Fantasy Flight Games i amerykańsko-francuski Days of Wonder). Niemcy wyraźnie dominują rynek i są na nim od bardzo dawna. To od nich się wszystko zaczęło, to niemieccy pionierzy położyli kamień węgielny pod to, co mamy teraz. Stawiają na tytuły z pomysłem, w ciekawych realiach i wymyślnych mechanikach. W innym kierunku poszli Amerykanie – ich gry są rozbudowane, epickie, przeważnie osadzone na tej samej mechanice, ale stawiającej na realia, ładne figurki, mnóstwo kart, żetonów i licencje znanych gier video, filmów i książek. Wracając do gier ekonomicznych, mogę je spokojnie polecić każdemu, kto lubi trochę pokombinować, nie bojąc się przy tym nagłej egzekucji.

Gry familijne (Fauna, Pędzące Żółwie, Dixit). Gry familijne są za zwyczaj niedocenianie albo nawet całkowicie ignorowane przez większość graczy. Całkowicie niesłusznie! Z pozoru infantylne i proste, potrafią dostarczyć mnóstwa zabawy i to szalenie satysfakcjonującej. Dlaczego tak się dzieje? Gry familijne to coś zupełnie świeżego, dostarczają innego rodzaju bodźców, nieporównywalnych do tych, do których przywykli ludzie dorastający i dorośli. Dobiegnięcie żółwiem do sałaty okazuje się równie fajne, jak rozszmacenie wrogiego maga kulą ognia i stadem orków. Do gier familijnych łatwo zachęcić ludzi nowych w tym świecie, także rodzinę i młodsze rodzeństwo, a gry zaskakują naprawdę pozytywnie. Polecam każdemu.

Gry przygodowe (Dungeoneer, Talizman: Magia i Miecz, Runebound). Tę podgrupę gier określiłbym jako skrzyżowanie strategii z chińczykiem (grą, nie takim panem z Azji). Strategii, bo podejmujemy decyzje zarządzając surowcami/ekwipunkiem/itp., a chińczykiem ze względu na olbrzymi element losowy. Cechą charakterystyczną są często elementy fabularne – scenariusze, karty z opisem przygody, wybór postaci – coś w rodzaju uproszczonego RPG. Gry przygodowe niestety szybko się wypalają, jeśli nie kupujemy dodatków. To kwestia trzech rozgrywek, by odkryć najlepszą postać, najlepszy miecz i pole, gdzie jest dużo doświadczenia i złota. Polecam jako dodatek do kolekcji innych gier, żeby była odmiana.

Gry logiczne (Ingeonious, Keltis). Ta kategoria gier stawia na myślenie, planowanie, brak otoczki fabularnej (czasami jakiś motyw przewodni dla poprawienia estetyki gry) i ogólnie rzecz biorąc jest bardzo abstrakcyjna, co nie każdemu przypada do gustu. Podobnie jak w grach ekonomicznych, mechaniki gracz przeciwko graczowi prawie tu nie ma, poza zabieraniem dobrych pól i ruchów. Polecam każdemu, kto stawia na mechanikę, a nie na otoczkę, oraz początkującym ze względu na proste zasady.

Na koniec kilka ciekawostek

Jest dziwna prawidłowość, którą zaobserwowałem: im większe pudełko, tym bardziej skomplikowana gra. Zapewne jest to spowodowane ilością elementów, ale jeśli nie chce Wam się czytać zasad przed kupieniem gry, zwróćcie na to uwagę. Jest od tej zasady co najmniej jeden wyjątek – gry z serii „miejsce + data” np. Grunwald 1410. Przestrzegam, że to gry tylko dla koneserów gatunku i jeśli dopiero zaczynacie swoją przygodę z planszówkami, omijajcie z daleka tych niepozornych tytanów siermiężności!

Ten fragment jest skierowany do graczy RPG i bitewniaków. Grami planszowymi nie trzeba się bawić zgodnie z zasadami. Często zawierają wiele fajnych elementów, które oddzielone od gry są po prostu gadżetem. Figurki bohaterów z Talizmanu z powodzeniem mogą służyć za postacie z waszych przygód, a plastikowe monety z Age of Empires: the Boardgame za... monety (niespodzianka!), które uatrakcyjnią wasze sesje RPG.

Nie zapominajmy też o aspekcie modelarskim. Nic nie stoi na przeszkodzie, by naszą armię krasnoludów z Battlelore pomalować albo nawet wykorzystać do jakiegoś systemu bitewnego w odpowiadającej skali. To samo tyczy się statków kosmicznych, czołgów etc. Obejrzyjcie zdjęcia w Internecie – dzięki odrobinie pracy wasze gry planszowe mogą być prawdziwymi dziełami sztuki!

Podsumowanie

Kiedy siedem lat temu zamówiłem moją pierwszą grę planszową, nie spodziewałem się, że stanie się ona moim hobby. Nie spodziewałem się też, że zdołam w to wciągnąć tylu przyjaciół, z którymi spotykam się i gram w planszówki do dzisiaj. Wszyscy razem zebraliśmy ponad pięćdziesiąt różnych tytułów, a jeszcze tak wiele innych zostało, by w nie zagrać... Życzę wszystkim czytelnikom, aby ich przygoda z grami planszowymi była równie udana jak moja. Do zobaczenia w gamesroomie!

Dodaj komentarz

Prosimy o zachowanie kultury. Wulgarne komentarze będą usuwane.


Kod antyspamowy
Odśwież

2009 - 2018, The Node.pl Stopka redakcyjna, Disclaimer
Template designed by Globberstthemes