logotype

Nadchodzące imprezy

Dla organizatorów

Organizujesz konwent, pokazy gier albo turniej i chcesz zareklamować swoją imprezę? Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript., a zarówno w tym polu, jak i na stronie głównej naszego portalu pojawi się stosowne ogłoszenie.

Ten pierwszy raz... - Infinity

Witam w pierwszym odcinku serii "Ten pierwszy raz"! Jakie stawiam sobie cele? Zasiąść do gry w nieznany system z praktycznie zerową znajomością zasad, zobaczyć, z czym to się je i czy mnie wciągnęło. A potem opisać wrażenia.

 

 

Wstęp

Najpierw słowo o moim doświadczeniu z bitewniakami. Wiecie, tak tytułem wstępu i dla odpowiedniego tła fabularnego. Moja przygoda z tym całym półświatkiem zaczęła się jeszcze w podstawówce. Pominę już jednorazową wizytę na piętrze w Bellonie przy Krakowskim i co tam otrzymałem, bo szkrabem byłem wtedy jeszcze i raz, że nawet nie pamiętam co to było, dwa, bardziej mnie wciągnęły i tak modele Revella (1:48), a trzy że to się nie liczy. Podstawówka, n lat temu. Grało się z kolegami w DoomTroopera na przerwach, potem jakoś przez życiorys przewinęły się ze dwa modele WarZone, aż w końcu zobaczyłem u kumpla Jaszczuroludzi do WFB. I złapałem bakcyla. Jasne, że nie do tego brakującego ogniwa między ludźmi a gadami. Do ogólnego zamysłu. Potem przyszły Wysokie Elfy i jakoś się to toczło. Aż się dotoczyło do przeniesienia większości sił na 40k. Słowem chłopiec GW ze mnie pełną gębą. Nie myślcie sobie jednak, że zamknąłem się w swojej cytadeli ignorancji i nie zauważałem, że są też inne gry. Ale tak żeby od razu grać? No ale w pewnym momencie życia człowiek stwierdza, że nie ma już siły za każdym razem targać kilogramów figurek i walizek, jak ma ochotę zagrać. Zaczynają kusić rzeczy inne, lżejsze. Czyli czas na eksperymenty.

Infinity - co to takiego?

Do Infinity ze stajni Corvus Belli czułem miętę już od dłuższego czasu, głównie za sprawą ślicznych modeli, bo i czego innego można się dowiedzieć ze strony producenta? Że to skirmish w realiach s-f? Trochę fluffu? No właśnie. Przejrzałem frakcje, modele i pomagając sobie monetą rozstrzygnąłem między Haqqislamem, Ariadną a Nomadami. Na korzyść Arabów. Trochę pogrzebałem w necie, poczytałem opinie dotyczące najlepszych metod gry i takie tam duperele, po czym poszedłem za radą wielu osób i zakupiłem starter. Tu chciałbym zaznaczyć, że nie planuję na potrzeby cyklu kupować figurek do każdego z systemów - bardziej prawdopodobne, że po prostu będę pasożytował na życzliwych ludziach. W końcu nie jestem Donem S. żeby kupować kilogramy figurek.

Ale wracając do tematu. Kupiłem starter. Pudło jak pudło, chyba wszyscy wiemy, jak wygląda pudło na figurki. Ciekawostka - na jednym z zamknięć są przygotowane znaczniki do wycięcia. W środku, taram, figurki. Całkiem śmiesznie zapakowane, bo wciśnięte między dwa kawałki gąbki. Większość walała się luzem, ale wieloczęściowe wsadzono do popularnych "dragarek", co mnie miło zaskoczyło - bądź co bądź małe torebki strunowe mogą się przydać w niejednej sytuacji. ;) Możecie się śmiać z tego opisu, ale dla mnie to jednakowoż pewne novum - w końcu GW przyzwyczaił mnie do styropianu (ach, zamierzchłe czasy), bądź do plastikowych pojemniczków.

Modele

Rzeźby jednym się mogą podobać, innym nie. Jedno trzeba CB przyznać - jakość odlewów jest bardzo dobra. Pamiętacie nadlewy na metalowych figurkach GW? Tu możecie o nich niemal zapomnieć. Łączenia poprowadzone w sposób przemyślany, ślady po nich i nadlewki niewielkie i łatwe do usunięcia. No po prostu miodzio. Z racji tego, że jakoś nie lubię mieć rzeczy prosto z pudełka od razu po czyszczeniu zabrałem się za kosmetyczne konwersje, których efekty, mam nadzieję, niedługo zobaczycie w dziale modelarskim.

"No dobra Dan" ktoś może pomyśleć "Nagadałeś się o modelach, ale co z rozgrywką". Cierpliwości, lepiej być dokładnym, niż coś przeoczyć.

Zasady

Infinity to skirmish, czyli potyczki kilku - kilkunastu modeli na stronę (więcej tytułem wprowadzenia tutaj), więc nacisk pada na koordynację działań poszczególnych osobników. Ciężko jest się przestawić po latach gry klockami kawalerii, a jeszcze ciężej po grze Gwardią Imperialną. Nie zrażony przejrzałem podręcznik dostępny na stronie producenta - wspaniała rzecz, móc sobie ot tak, legalnie ściągnąć podręcznik, listę armii i inne takie duperele. Zasady podstawowe to pikuś. Ogarnięcie wyglądu tury, wydawania rozkazów, etc. zajmuje krótką chwilę - ale nie ubiegajmy faktów.

Stół powinien być przygotowany zgoła odmiennie od tego, do czego przyzwyczajają nas 40k i WFB. Tu powierzchnia powinna być możliwie zagracona, żeby zmniejszyć aleje snajperów i takie tam. Słowem, żeby wymusić na graczach jak największą liczbę kombinowania.

I to chyba jest najsłabsza część gry. Zanim polecą cegły, spieszę z wyjaśnieniem. Kombinowanie w grach wojennych jest jak najbardziej na miejscu, ale podejrzewam, że w Infinity jest go miejscami za dużo. Możliwe jednak, że to wina innej cechy charakterystycznej tego systemu: pierdyliarda zasad specjalnych i umiejętności. Faktycznie, są one w miarę uniwersalne i pojawiają się w większości przypadków we wszystkich frakcjach. Co z tego jednak, jeśli jest ich w... no, po prostu za dużo. A te wszystkie "drobiazgi" stanowią o smaczku gry i dodają jej dynamizmu. Poza tym, ich znajomość (może nie wyrywkowa, ale z całą pewnością dogłębna) jest konieczna do tworzenia jakiegokolwiek planu taktycznego, a jak wiadomo, bez niego to bezmyślna strzelanina się robi.

Właśnie, dynamika rozrywki. Można spokojnie zapomnieć o statycznym gun line, bądź innych leniwych posunięciach. Żeby wygrać (lub chociaż dać przeciwnikowi odrobinę satysfakcji z gry), trzeba się sporo nagłówkować. Policzyć, ile rozkazów wydać na co, którą ścieżką pójść, uwzględnić ARO oponentów, własne i wraże umiejętności specjalne, pamiętać o odpowiednim ustaleniu pola widzenia i wreszcie pogłaskać ładnie k20, żeby zachowywało się, jak należy. Cała masa rzeczy, o które do tej pory nie musiałem się martwić.

Trochę marudzę, ale prawda jest taka, że naprawdę na początku ilość zasad specjalnych wydawać się może przytłaczająca i to chyba jest największą przeszkodą dla nowicjuszy. Za to dynamika i wymuszanie myślenia (i miodne, och miodne modele) to te rzeczy "na plus". Czy zamierzam kontynuować moją przygodę z Infinity? Jasne, że tak. I to nie tylko z powodu zakupienia modeli, bo na te to bez problemu mógłbym znaleźć nabywców. Po prostu gra jest świetna, a wyjście dodatku Human Sphere tylko zaostrza mój apetyt, by móc się nią rozkoszować w pełni. Ale do tego momentu jeszcze masa nauki przede mną. ;)

Na koniec chciałbym podziękować Willowi za grę i udostępnienie stołu oraz za wyrozumiałość w nauczaniu. No i za skopanie mi tyłka. Następnym razem się odegram!

Dodaj komentarz

Prosimy o zachowanie kultury. Wulgarne komentarze będą usuwane.


Kod antyspamowy
Odśwież

2009 - 2018, The Node.pl Stopka redakcyjna, Disclaimer
Template designed by Globberstthemes