logotype

Nadchodzące imprezy

Dla organizatorów

Organizujesz konwent, pokazy gier albo turniej i chcesz zareklamować swoją imprezę? Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript., a zarówno w tym polu, jak i na stronie głównej naszego portalu pojawi się stosowne ogłoszenie.

Raport Bitewny - Black Templars vs. Alpha Legion - Podsumowanie

Spis treści

...what may be less obvious is the nature of Victory...

  • Templar - Objective Markers: 2 contested (Iron Fist; Maggot Master)
  • Alpha - Objective Markers: 2 contested (Xy; Alpha) & 1 captured (Gamma)

Afterparty

Max

Dobra, zacząłem się poważnie zastanawiać nad tym, dlaczego właściwie BT uważani są za speców do walki wręcz. Prawda, prawie wszystkie walki wygrałem, nierzadko przy sporej przewadze przeciwnika, ale zajmowało mi to stanowczo zbyt wiele czasu. Szczytem była walka dziesięciu moich marines z trzyosobowym oddziałem chaosu, która wlokła się tak długo, że mój nietknięty oddział skończył bitwę o kilka cali od znacznika, zajmowanego przez dwóch radosnych heretyków. Gdyby nie power fisty (oraz ich brak u wroga), nie miałbym najmniejszych szans. Jak zwykle, zabrakło mi jakiegokolwiek planu bitwy i determinacji (najlepiej widać to na przykładzie użycia Speederów). W drugiej turze, gdy mój wielki oddział zajmował znacznik w centrum stołu, naszła mnie nagła myśl z serii "a gdyby tak przeczekać, zalec na znacznikach i kazać mu do siebie przyjść?", ale szybko wczułem się w rolę mojego championa, próbującego nowicjuszom wytłumaczyć, dlaczego siedzą po rowach zamiast prać po pyskach, i od razu mi przeszło. Vindyk nie spisał się i - w przeciwieństwie do Speederów - chyba nie z mojej winy. Fakt, działo ma potężne, ale z jego zasięgiem niewiele wskórasz, a i złapanie więcej niż 4-5 żołnierzy wroga pod wzornikiem graniczy z cudem. Trochę żal Dreda, który niczego nie zabił, ale była to jedyna moja jednostka zdolna do zatrzymania siódemki Terminatorów z Mark of Slaanesh i musiałem go trzymać w odwodzie. Z resztą chłopak przetrzymał taką nawałę, że tak czy siak należy mu się nowa pieczęć. E_F_o_D był świetnym przeciwnikiem, posiadającym wielkie złoża tolerancji dla moich wybryków (nie grałem od ponad dwóch lat, ze znajomością zasad u mnie gorzej niż myślałem) i gra przeciw niemu była prawdziwą przyjemnością. Jasne, przegrałem, ale w ostatecznym rozrachunku to nie zwycięstwo najbardziej się liczy. Najważniejsze to móc post factum spojrzeć na zalane posoką i usłane kraterami pole bitwy i w zadumie wykrzyknąć: "o k*rwa, co za rzeź".

Ef

Gloria Chaos! Pierwsze dla mnie, nawet lightowo, od dawna zwycięstwo bez pojazdów, Lasha, Oblitów, Landka, Berserkerów, Daemon Prince'ów i Plagusów!

Bitwa nie przebiegła zgodnie z planem, zapewne przez moje późne rezerwy, ale ostatecznie miałem więcej szczęścia niż rozumu, niszcząc Speedery i zdobywając lewą flankę. Szkoda tylko, ze Termoski nie starły się z Akademią, ale 20 Havoców szarżujących na równie liczebnego wroga to było to.

Oto stało się, bitwa zakończona. Jestem zadowolony z każdej jednostki poza pierwszymi obecnymi Terminatorami, ale w sumie to, że ich zniosło, to niczyja wina poza kapryśnymi bogami Chaosu, karzącymi mój Legion za ateizm. Bywa i tak.

Nie jestem też pewien, co powiedzieć o lascannonach. Co miały rozwalić to w sumie rozwaliły i tylko przez liczebność i wywieraną na Havocków presję nie pozwoliłem sobie na szybkie otwarcie Iron Fista czy Speederów - Akademia była po prostu bardziej nagląca. Myślę, że gdyby wróg miał więcej pojazdów, co uznane jest za silniejszą opcję, rozwaliłbym całą masę Rhinosów i zrobił dobry użytek z bolterów i lasek, i piątek, które też dla Rhinosów groźne są, Land zaś pozostałby dla Termów, które jednak chyba wymagają 3x melt przeciw MEQ.

Może dla uniwersalności Heavy Flamer oddziałowi Sorca. To, że wcześnie nie weszli, też nie ich wina. Mimo moich przewidywań tytuł "badass of the match" nie przypadł czarnoksiężnikowi, tylko niepowstrzymanemu operatorowi plasma guna z oddziału Xy, niszczycielowi wrażych pojazdów. Max nonszalancko pokierował Templariuszy w moją stronę z rozkazem "Wróćcie, jak w tamtych okopach nie będzie purpurowego pancerza nie potraktowanego chainswordem" i przez kilka pierwszych tur miałem pełne gacie widząc czarną nawałę. Co gorsza, dobrze wybrał jednostki do rezerw i gdyby przed bitwą ktoś mnie zapytał, czy dwie piątki legionistów wydrą im znacznik, wyśmiałbym pytającego. Na szczęście plazmowiec z Xy czuwał.

Ale na razie, jak bitwę zaczynałem odsłuchując 'Never for the damned' z płyty "In Requiem" zespołu Paradise Lost, tak teraz czas zapuścić 'Ash and debris'.

Za Imperatora...

Dodaj komentarz

Prosimy o zachowanie kultury. Wulgarne komentarze będą usuwane.


Kod antyspamowy
Odśwież

2009–2018, TheNode.pl Disclaimer
Template designed by Globberstthemes