logotype

Nadchodzące imprezy

Dla organizatorów

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Zbieracze Rdzy - Epizod 2

Dzień 19 (poranek)

Mantis poprawiła opatrunek na udzie, sprawdzając, czy dobrze przylega od spodu i czy nie zsunie się po chwili z nogi. Kobieta odgarnęła dredy z czoła do tyłu, opatuliła się szczelniej swoim czerwonym płaszczem i spojrzała w kierunku nadchodzących postaci.

Rozrzucone po całym terenie dokoła szczątki Mantikory dopalały się powoli. Część wraku wylądowała w jakimś opuszczonym przez żyjące istoty miejscu, jednak na horyzoncie widać było średniej wysokości budynki większego miasta. Latające nad nim pojazdy sugerowały, że życie na tej planecie nie zniknęło.

Do siedzącej przy dogasającym ognisku czarnoskórej Mantis podeszła reszta jej towarzyszy, którzy przetrwali katastrofę.

Mantis i blondwłosa Dead Eye należały do oddziału najemników Space Girls, pozostali dwaj mężczyźni i starsza kobieta stanowili załogę Manticory. Wszyscy byli wstrząśnięci i wystraszeni. Fakt, że przeżyli, przyćmiewał strach o to, co będzie dalej. Jedynie Dead Eye zachowała zimną krew.

– To jest jakieś pierdolone muzeum – zaklęła siarczyście blondyna, poprawiając ładownicę przy pasie swojego szarego munduru. – Widziałaś te wraki? Nawet nie wiem z jakiej epoki są te pojazdy.

Rzeczywiście, ich statek rozbił się na wydzielonym placu, który najwyraźniej kiedyś sprawował funkcję wystawy muzealnej. Na betonowych podwyższeniach stały pordzewiałe, zaniedbane pojazdy kołowe, które dawno już przestały być ciekawymi eksponatami. Mantis też nie wiedziała, co to był za złom, ale postanowiła jakoś z tym żyć – i, o dziwo, było łatwo.

– Jakieś radio? – zapytała po chwili zadumy blondynkę, która pokręciła przecząco głową i dodała:

– Nie, nic, nawet głupiej krótkofalówki. Jeśli ktoś jeszcze przeżył, będziemy musieli ich odnaleźć bez radia.

Mantis przytaknęła, wstała i zrobiła kilka niepewnych kroków, by rozruszać swoją ranną nogę. Było nieciekawie, obudziła się zaraz po katastrofie, wisząc na ścianie jednego z kontenerów, przybita do niego metalowym prętem. Noga była mocno poszarpana, ale najgorsze, że do rany mogło wdać się jakieś zakażenie. Mantis potrzebowała antybiotyku.

Nagle od strony miasta kobiety usłyszały odgłosy kroków i rozmowy. Obie instynktownie rzuciły się do najbliższych osłon, jednak reszta załogi Mantikory nie miała takiej wprawy. Nie podejrzewali również, że mogą się spodziewać zagrożenia – wręcz przeciwnie, ludzkie głosy potraktowali jak zbawienie, rzucając się w ich kierunku z okrzykami radości.

Nieznajomych jako pierwsza zobaczyła ciemnowłosa kobieta. Pobiegła w ich kierunku, mijając pordzewiałe wraki. Machała do nich rękoma i krzyczała „pomocy”. Dwaj młodsi mężczyźni, którzy ruszyli za nią, zrozumieli swój głupi błąd, gdy ich towarzyszka padła martwa na ziemię, przeszyta kilkoma seriami z broni palnej.

Mantis i Dead Eye odbezpieczyły swoje narzędzia pracy. Dead Eye rozejrzała się w poszukiwaniu jakiejś wyżej umiejscowionej lokacji, ale niestety niczego takiego w okolicy nie było.

– Kurwa! Mantis! Będzie bolało.

***

Witam w kolejnym odcinku przygód żółtych Veer-Mynów. Tym razem prześledzimy poczynania drugiej grupy szczuroludzi, którzy po rozbiciu się na powierzchni nieznanej planety, podobnie jak poprzednia grupa, ruszyli na poszukiwanie swoich kamratów i Matki.

Szczuroludzie weszli wczesnym rankiem na teren starego muzeum motoryzacji, szukając przede wszystkim wysokich miejsc, z których mogliby wypatrzeć kolejne części wraku rozbitego statku. Ich najważniejszym celem było bowiem odnalezienie Matki i zapewnienie jej bezpieczeństwa. Niestety, nie byli sami w muzeum, gdzie toczyła się zajadła strzelanina pomiędzy ludźmi.

Szybko okazało się, że to miejscowe wojsko prowadziło wymianę ognia z dwiema najemniczkami: schowaną za garbusem Mantis oraz kryjącą się za pomarańczową terenówką Dead Eye. Obie panie, tak samo jak Veer-myni, przeżyły katastrofę Mantikory, a teraz szukały sposobu na wyjście z kiepskiej sytuacji w jakiej się znalazły.

Trzy oddziały wojska korporacyjnego, uzbrojone w trochę archaiczną broń prochową, zbliżały się do pozycji dziewczyn, nieświadome obecności szczuroludzi za plecami.

Jednocześnie szczuroludzie, spodziewając się kłopotów, starali się jak najdłużej odwlekać konfrontację z nieznanym wrogiem.

Mantis nie wiedziała, co to za marka samochodu, ale wznosiła modły do jego konstruktorów w podzięce za tak twardą karoserię. Fakt, że garbusek zaabsorbował tak wielką liczbę pocisków, zakrawał na cud.

Tymczasem od północy nadciągała futrzasta zamieć – powolutku, małymi kroczkami, po drodze sprawdzając porozrzucane kontenery w poszukiwaniu przydanych gadżetów.

Żołnierze zaczęli przygniatać ogniem broniące się desperacko kobiety.

Pierwszemu z Veer-mynów udało się wdrapać na jeden z wyższych budynków, by rozglądnąć się po okolicy.

Poinformowani przez zwiadowcę o sytuacji, szczuroludzie przyspieszyli nieco, coraz mniej dbając o ukrywanie swojej obecności.

Korporacyjni wojacy padali od celnych strzałów opryskliwej, ciskającej przekleństwami Dead Eye…

…która po chwili wypatrzyła coś dziwnego na odległym dachu.

Mantis również zauważyła przemykający żółty obiekt na tle przeciwległej ściany.

Satelitarne zdjęcie muzeum od strony południowej, wykonane przy użyciu widzącej w półmroku optyki. (Czyli jedyne sensownie wyglądające zdjęcie zrobione przy użyciu lampy).

Chowanie się za krzakiem i strzelanie ludziom w plecy nie mogło długo pozostać bezkarne. Zdziwiony żołnierz, po zauważeniu rykoszetu, który nadleciał od tyłu, odwrócił się i wywalił serię z ciężkiej broni w żółte szkaradztwo.

Odpowiedź szczuroludzi była dzika, wściekła i druzgocąca: w powietrze pofrunęły całe kilogramy granatów, na dodatek jedna z beczek wypełniona paliwem eksplodowała po trafieniu rykoszetem. Nie widać tego na zdjęciu, ale w pewnym momencie było więcej wyrzuconych eksplozjami ludzi niż stojących na ziemi.

Progenitor oblał swoje ofiary żrącą substancją, po czym zaszarżował na zmiękczonych przeciwników.

Dead Eye krwawiła, a żołnierze dosłownie przygnietli ją ogniem. W międzyczasie Mantis padła od strzału jednego z dowódców oddziałów.

Wielki gryzoń szerzył dookoła zniszczenie swoimi wiertłopodobnymi narzędziami.

Veer-myni opanowali teren muzeum i zaczęli zbierać trofea i ludzkie mięso, choć walka nadal trwała. W oddali słychać było nadlatujące pojazdy, więc szczuroludzie zaczęli się spieszyć.

Dead Eye w końcu padła martwa, rozerwana serią z ciężkiego karabinu maszynowego.

Wielka abominacja przyglądała się leżącej w kałuży krwi Mantis. Pomimo chęci szczura na dłuższe zbadanie ciała martwej kobiety zabrakło czasu.

Veer-myny zdominowały pole bitwy, jednak nadlatujące woskowe pojazdy zmusiły ich do opuszczenia terenu w pośpiechu. Misja jednak się powiodła, zwiadowcy wypatrzyli w oddali kolejne szczątki Mantikory, między którymi mogła znajdować się Matka.

***

Kolejna misja za nami i kolejny sukces szczuroludzi.

Przypominam, że modele żołnierzy oraz obu kobiet nie są oryginalnymi produktami firmy Mantic, natomiast żółte Veer-myny Blacka jak najbardziej. Obiecał, że do kolejnej przygody pomaluje swoich pupili. Trzymamy za słowo!

Dodaj komentarz

Prosimy o zachowanie kultury. Wulgarne komentarze będą usuwane.


Kod antyspamowy
Odśwież

2009 - 2017, The Node.pl Stopka redakcyjna, Disclaimer
Template designed by Globberstthemes