logotype

Moje pierwsze skrzydła, cz. II

Przyszedł czas na powrót do opisywania prac nad moimi dwiema pierwszymi eskadrami do gry Sturmovik Commander. Zgodnie z obietnicą, dziś będzie bardziej modelarsko - opowiem o tym, jak to samoloty dostały pierwszych kolorów. Zapraszam!

Nim jednak przejdę do moich działań z pędzlem, pozwolę sobie na jeszcze kilka słów o przygotowaniu do malowania. Poza opiłowaniem maszyn i wywierceniem w nich otworów pod podstawki (żaden z nich takowego nie posiadał, choć były obecne u He 111 tej samej firmy) koniecznym było dokonanie kilku poprawek. Wszystkim Oscarom podpiłowałem wloty powietrza na podwoziu (były zbyt długie), Mustangom skróciłem lufy kaemów (jak pisałem w recenzji, nie powinny one tak wystawać), Tonym podpiłowałem stateczniki poziome, a M16 podwyższyłem wieżyczki za pomocą Poxiliny (co okazało się później nie najlepszym posunięciem).

Niestety, czekało mnie też kilka napraw. Dwóm Mitchellom musiałem uzupełnić ubytki w prawych skrzydłach, jeden z Boforsów musiał dostać nową lufę, gdyż stara się złamała (wymiana lufy w tak malutkim modelu to straszna sprawa, bo nie bardzo wiadomo jest jak ją przylepić - mnie uratował klej epoksydowy), wreszcie jeden z Nicków miał uzupełniony poważny ubytek w stateczniku pionowym. Trochę się nad nim namęczyłem, wyszedł mi trochę za gruby, ale nie zwraca na siebie zbytniej uwagi.

Po tych wszystkich zabawach samoloty i artyleria dostały z obu stron biały podkład. Wyszła przy tej okazji ciekawa rzecz - przy kładzeniu podkładu na podwozie, część farby spłynęła na górną warstwę, tworząc białe plamy (jak na zdjęciu wyżej). Na szczęście nie rzucają się za bardzo w oczy, jednak następnym razem będę próbował odkryć ich przyczynę i zapobiec ich powstaniu (obstawiam nierówne leżenie "na plecach" przez stateczniki pionowe).

Czekając na zaschnięcie podkładu przygotowałem podstawki: zostały odpowiednio ponumerowane i spiłowane.

I wreszcie przyszedł czas na położenie farby. Na pierwszy ogień poszedł sprzęt amerykański: P-40, P-38, M16 i Boforsy otrzymały warstwę Brown Violet z palety Vallejo Model Color (VMC). Artyleria przeciwlotnicza została nią pokryta w całości, samoloty wyłącznie od góry. Niestety, zdjęcia powyżej nie ukazują za dobrze ich prawdziwego koloru - nauczka, by jednak przestać polegać na oknie jako źródle światła.

Konkurencyjne Ki-43 i Ki-49 (Oscary i Helena) otrzymały warstwę Reflective Green (VMC), także wyłącznie z wierzchu. Ponieważ oba kolory zielone nie kryły w 100% (co zresztą widać na Oscarze), wszystkie malowane nimi samoloty otrzymały po jeszcze jednej warstwie farby.

Ki-61 zostały w całości pokryte Mithril Silver (Citadel). Tym samym kolorem pokryte zostały podwozia Ki-43. Przy okazji okazało się, że stara, kupiona dawno temu metaliczna farbka od Citadel ma najlepsze krycie ze wszystkich tu stosowanych.

Najwszechstronniejszym kolorem zostało Pale Greyblue (VMC), którym pokryte zostały podwozia P-40, P-38 oraz Ki-49, a także całe P-51, Ki-45 i Ki -46. Malowanie tych ostatnich na szaro okazało się błędem i dzień później obie Diny poddane zostały terapii benzyną ekstrakcyjną. Trochę to cofnęło moje prace, ale na szczęście udało mi się je doprowadzić do sensowniejszego stanu dzień przed Grenadierem.

I tak oto moja seria upodobniła się co nieco do Armii w 7 Dni (minus emocje wynikające z malowania wszystkiego w tydzień). W dzisiejszej części opisałem absolutne podstawy, a zdjęcia tak wydłużyły tekst, że wypada go skończyć. W następnym odcinku zmian w samolotach będzie znacznie więcej - zwłaszcza, że zdjęcia zrobiłem dopiero po zakończeniu całej pracy, a nie po kończeniu poszczególnych etapów. Tak więc do zobaczenia!

Dodaj komentarz

Prosimy o zachowanie kultury. Wulgarne komentarze będą usuwane.


Kod antyspamowy
Odśwież

2009–2018, TheNode.pl Disclaimer
Template designed by Globberstthemes